Dawid ma 20 lat, krótko ostrzyżony i wytatuowany. Chciał być strażakiem, o mało nie został "żołnierzem" mafii. Taty nie znał - zabili go, zanim się urodził, mama nie bardzo się synem interesowała, siedziała w więzieniu, siostra wychowywała się w rodzinie zastępczej.
Zaczął brać, jak miał 11 lat. Pierwszy narkotyk: amfetamina. Dawała mu poczucie władzy. Nie mógł bez niej żyć. Zaliczył
domy dziecka, schroniska, pogotowia, więzienie: - Same ścierwa najgorsze. Ten zakład poprawczy to najlepsze, co mnie dotąd spotkało - mówi.
Eksperymentatorzy Zielony budynek na obrzeżach Białegostoku mieści na trzech piętrach szkołę, warsztaty i internat. Jest tu 38 chłopaków z całej Polski. Najmłodszy ma 16 lat, najstarszy 21. Siedzą za dilerkę, kradzieże, i rozboje. Nie ma zabójców. Nie ma też nosicieli HIV.
Dyrektor zakładu, pedagog i psycholog Maciek Rutkowski: - Związek narkotyków z nosicielstwem jest dzisiaj niewielki. Stereotypowych narkomanów, długowłosych, brudnych, wychudzonych już nie ma. Nasi chłopcy "nie dawali sobie w żyłę", raczej łykali różne środki lub palili.
- Nie ma u nas poważnych uzależnień, większość chłopaków to eksperymentatorzy - dodaje pedagog i psycholog Paweł Niewodowski, jeden z dwudziestoosobowej kadry internatu.
Rutkowski: - Styl życia młodzieży z zakładów dla nieletnich określić można jako "wysoce ryzykowny". Postępują wbrew normom społecznym i prawu. Mają większą wewnętrzną zgodę na różnego rodzaju wybryki, w tym ryzykowne kontakty z niebezpiecznymi ludźmi, ryzykowne kontakty seksualne. Dlaczego zatem mieliby nie spróbować ryzykownych substancji, które są w ich zasięgu?
Zapalić dyrektor wychodzi za bramę Maciek Rutkowski wprowadził tu autorski program resocjalizacji dziesięć lat temu, gdy został dyrektorem: - Nie mówimy im: masz być grzeczny! Nam płacą za pracę z niegrzecznymi. Masz być po prostu przyzwoity. I ja będę się starał być przyzwoity w stosunku do ciebie.
Chłopaki są z różnych środowisk - z marginesu, z domów dziecka, ale też z tzw. dobrych domów. Jedni są nieufni wobec dorosłych i przekonani, że świat to miejsce wrogie, a oni nie są nic warci. Radzą sobie, stosując różne strategie - od totalnej agresji i destrukcji, do wyuczonej w placówkach zakłamanej uległości i bezradności. Drugich nigdy nie satysfakcjonuje to, co dostają. Są bezwzględni w stosunku do innych ludzi. Wszyscy perfekcyjnie kłamią.
- Wiele terapii uzależnień koncentruje się na samym nałogu - tłumaczy Rutkowski - nie zadając pytania, z jakiego powodu ktoś coś łyka lub pije, co ma mu to załatwić. My zakładamy, że problemem jest wadliwie funkcjonowanie chłopaka, a uzależnienie jest tylko jednym z objawów niedostosowania. On w ten sposób realizuje potrzeby, których nie może zaspokoić inaczej, bo w relacji ze światem czuje się jak gówno - jest nikim.
Wszyscy podopieczni do zakładu trafiają "czyści", czyli odtruci. Program resocjalizacji dzieli się na trzy etapy. - Pierwszy to nowicjat - wyjaśnia Rutkowski: - Nowy ma przede wszystkim słuchać, poznać reguły, które tu panują, i zdecydować, czy chce wziąć udział w programie. Odmawia niewielu. Nawet ci, którzy zaczynają od "niczego od was nie chcę", prędzej czy później próbują. W nowicjacie nie ma miejsca na dotychczasowe nawyki, również te związane z nałogami. My decydujemy o wszystkim, nawet o tym, jak mają spędzać wolny czas. Najpierw ich ubezwłasnowolniamy, by potem ich uwolnić.
Na drugim etapie podopieczny określa, nad czym chce pracować. Czasem są to zadania -
szkoła, praca - a czasem problemy emocjonalne. Chłopcy mogą spróbować sił, ucząc się lub pracując na wolności.
- To jedyny zakład w Polsce, gdzie osiemnastolatek ma prawo powiedzieć, że rezygnuje z nauki - tłumaczy Rutkowski - uczymy ich samodzielnych wyborów, żeby wiedzieli, że jest taki wymiar rzeczywistości, gdzie mogą o sobie decydować. Chcemy, żeby zadali sobie pytanie "czy warto?". Wielu chłopaków rezygnuje z nauki. Na dzień, tydzień, miesiąc. 70 proc. podopiecznych jednak do szkoły wraca.
Trzeci etap to terapia indywidualna, w cztery oczy, z wybranym przez chłopaka opiekunem. Wychowanek jest przygotowywany do życia na wolności. W zakładzie można być maksymalnie do 21. roku życia, ale bywa, że wychowawcy zgadzają się, by podopieczny został nawet pół roku dłużej, jeśli trwa terapia.
- Te trzy etapy, przez które przechodzą wychowankowie, odzwierciedlają naturalne etapy rozwoju, których oni nigdy nie przeszli: etap dziecięcej zależności od dorosłych, pierwszych samodzielnych wyborów i wchodzenia w dorosłe życie. Cały program trwa około dwóch lat.
Chłopcy podzieleni na kilka grup terapeutycznych robią wszystko razem z wychowawcami - obrabiają lekcje, piorą, gotują. Wszystkich obowiązuje ten sam regulamin.
- To nic nowego. Sto lat temu Korczak wspólnie z dziećmi ustalał normy - mówi Rutkowski. Prawo obowiązywało nie tylko dzieci, ale również dorosłych.
Dlatego na papierosa dyrektor wychodzi za bramę. Tu nie wolno palić.