Zero niepowrotów

Anna Wacławik-Orpik, TOK FM
2009-07-14, ostatnia aktualizacja 2009-07-14 11:09

Ttrudno, miałeś przesrane, nie masz wpływu na swoją przeszłość, ale możesz kształtować przyszłość - mówi swoim wychowankom Maciek Rutkowski, dyrektor jedynego w Polsce zakładu poprawczego dla uzależnionych i nosicieli wirusa HIV w Białymstoku

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Dawid ma 20 lat, krótko ostrzyżony i wytatuowany. Chciał być strażakiem, o mało nie został "żołnierzem" mafii. Taty nie znał - zabili go, zanim się urodził, mama nie bardzo się synem interesowała, siedziała w więzieniu, siostra wychowywała się w rodzinie zastępczej.

Zaczął brać, jak miał 11 lat. Pierwszy narkotyk: amfetamina. Dawała mu poczucie władzy. Nie mógł bez niej żyć. Zaliczył domy dziecka, schroniska, pogotowia, więzienie: - Same ścierwa najgorsze. Ten zakład poprawczy to najlepsze, co mnie dotąd spotkało - mówi.

Eksperymentatorzy

Zielony budynek na obrzeżach Białegostoku mieści na trzech piętrach szkołę, warsztaty i internat. Jest tu 38 chłopaków z całej Polski. Najmłodszy ma 16 lat, najstarszy 21. Siedzą za dilerkę, kradzieże, i rozboje. Nie ma zabójców. Nie ma też nosicieli HIV.

Dyrektor zakładu, pedagog i psycholog Maciek Rutkowski: - Związek narkotyków z nosicielstwem jest dzisiaj niewielki. Stereotypowych narkomanów, długowłosych, brudnych, wychudzonych już nie ma. Nasi chłopcy "nie dawali sobie w żyłę", raczej łykali różne środki lub palili.

- Nie ma u nas poważnych uzależnień, większość chłopaków to eksperymentatorzy - dodaje pedagog i psycholog Paweł Niewodowski, jeden z dwudziestoosobowej kadry internatu.

Rutkowski: - Styl życia młodzieży z zakładów dla nieletnich określić można jako "wysoce ryzykowny". Postępują wbrew normom społecznym i prawu. Mają większą wewnętrzną zgodę na różnego rodzaju wybryki, w tym ryzykowne kontakty z niebezpiecznymi ludźmi, ryzykowne kontakty seksualne. Dlaczego zatem mieliby nie spróbować ryzykownych substancji, które są w ich zasięgu?

Zapalić dyrektor wychodzi za bramę

Maciek Rutkowski wprowadził tu autorski program resocjalizacji dziesięć lat temu, gdy został dyrektorem: - Nie mówimy im: masz być grzeczny! Nam płacą za pracę z niegrzecznymi. Masz być po prostu przyzwoity. I ja będę się starał być przyzwoity w stosunku do ciebie.

Chłopaki są z różnych środowisk - z marginesu, z domów dziecka, ale też z tzw. dobrych domów. Jedni są nieufni wobec dorosłych i przekonani, że świat to miejsce wrogie, a oni nie są nic warci. Radzą sobie, stosując różne strategie - od totalnej agresji i destrukcji, do wyuczonej w placówkach zakłamanej uległości i bezradności. Drugich nigdy nie satysfakcjonuje to, co dostają. Są bezwzględni w stosunku do innych ludzi. Wszyscy perfekcyjnie kłamią.

- Wiele terapii uzależnień koncentruje się na samym nałogu - tłumaczy Rutkowski - nie zadając pytania, z jakiego powodu ktoś coś łyka lub pije, co ma mu to załatwić. My zakładamy, że problemem jest wadliwie funkcjonowanie chłopaka, a uzależnienie jest tylko jednym z objawów niedostosowania. On w ten sposób realizuje potrzeby, których nie może zaspokoić inaczej, bo w relacji ze światem czuje się jak gówno - jest nikim.

Wszyscy podopieczni do zakładu trafiają "czyści", czyli odtruci. Program resocjalizacji dzieli się na trzy etapy. - Pierwszy to nowicjat - wyjaśnia Rutkowski: - Nowy ma przede wszystkim słuchać, poznać reguły, które tu panują, i zdecydować, czy chce wziąć udział w programie. Odmawia niewielu. Nawet ci, którzy zaczynają od "niczego od was nie chcę", prędzej czy później próbują. W nowicjacie nie ma miejsca na dotychczasowe nawyki, również te związane z nałogami. My decydujemy o wszystkim, nawet o tym, jak mają spędzać wolny czas. Najpierw ich ubezwłasnowolniamy, by potem ich uwolnić.

Na drugim etapie podopieczny określa, nad czym chce pracować. Czasem są to zadania - szkoła, praca - a czasem problemy emocjonalne. Chłopcy mogą spróbować sił, ucząc się lub pracując na wolności.

- To jedyny zakład w Polsce, gdzie osiemnastolatek ma prawo powiedzieć, że rezygnuje z nauki - tłumaczy Rutkowski - uczymy ich samodzielnych wyborów, żeby wiedzieli, że jest taki wymiar rzeczywistości, gdzie mogą o sobie decydować. Chcemy, żeby zadali sobie pytanie "czy warto?". Wielu chłopaków rezygnuje z nauki. Na dzień, tydzień, miesiąc. 70 proc. podopiecznych jednak do szkoły wraca.

Trzeci etap to terapia indywidualna, w cztery oczy, z wybranym przez chłopaka opiekunem. Wychowanek jest przygotowywany do życia na wolności. W zakładzie można być maksymalnie do 21. roku życia, ale bywa, że wychowawcy zgadzają się, by podopieczny został nawet pół roku dłużej, jeśli trwa terapia.

- Te trzy etapy, przez które przechodzą wychowankowie, odzwierciedlają naturalne etapy rozwoju, których oni nigdy nie przeszli: etap dziecięcej zależności od dorosłych, pierwszych samodzielnych wyborów i wchodzenia w dorosłe życie. Cały program trwa około dwóch lat.

Chłopcy podzieleni na kilka grup terapeutycznych robią wszystko razem z wychowawcami - obrabiają lekcje, piorą, gotują. Wszystkich obowiązuje ten sam regulamin.

- To nic nowego. Sto lat temu Korczak wspólnie z dziećmi ustalał normy - mówi Rutkowski. Prawo obowiązywało nie tylko dzieci, ale również dorosłych.

Dlatego na papierosa dyrektor wychodzi za bramę. Tu nie wolno palić.

  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy