Prohibicja. Wielki szlachetny eksperyment

Wojciech Orliński
2009-07-02, ostatnia aktualizacja 2009-07-02 13:49

Z dzisiejszej perspektywy pomysł Amerykanów wydaje się absurdalny. O czym oni myśleli? Zagadka jest tym ciekawsza, że spośród czterech prezydentów, których kadencja przypada na czasy prohibicji - Wilsona, Hardinga, Coolidge'a i Hoovera, tylko ostatni deklarował się jako zwolennik prohibicji

SERWISY
Spośród dwudziestu siedmiu poprawek do amerykańskiej konstytucji poprawka 21. jako jedyna nie wnosi nowej zasady do funkcjonowania państwa. Stwierdza krótko: "Osiemnasta poprawka zostaje niniejszym unieważniona".

Tylko jeden jedyny raz amerykańscy ustawodawcy popełnili błąd tak fundamentalny, że nie dało się go naprawić w inny sposób...

Fatalna 18. poprawka

Przyjęta w styczniu 1919 r., wprowadzała zakaz produkcji, transportu, sprzedaży, eksportu i importu napojów wyskokowych. Do dziś, mówiąc "prohibicja", myślimy o prohibicji alkoholu w USA. Dopiero później w tzw. ustawie Volsteada uściślono, co to jest napój wyskokowy - ten, który zawiera więcej niż 0,5 proc. alkoholu.

Już czternaście lat później prohibicję zniesiono - najpierw w kwietniu 1933 r. w formie poprawki do ustawy Volsteada zwiększającej dopuszczalny limit alkoholu (tzw. ustawa piwna), a w grudniu w formie 21. poprawki do konstytucji.

Z dzisiejszej perspektywy pomysł Amerykanów wydaje się absurdalny. O czym oni myśleli? Zagadka jest tym ciekawsza, że spośród czterech prezydentów, których kadencja przypada na czasy prohibicji - Wilsona, Hardinga, Coolidge'a i Hoovera, tylko ostatni deklarował się jako zwolennik tego - jak to nazywał - "szlachetnego eksperymentu".

Wilson, Harding i Coolidge byli prohibicji przeciwni, ale unikali zabierania głosu w tej sprawie, obawiając się piętna "zwolenników pijaństwa". Tu czytelnik powinien przystanąć i zapytać: Kogo u licha bali się prezydenci USA?

Człowiek ten nazywał się Wayne Wheeler i rezydował w biurze w Kapitolu. "Kontrolował sześć Kongresów, wydawał polecenia dwóm prezydentom, wybierał kandydatów na najważniejsze stanowiska stanowe i federalne, rozstrzygał o stosunkach sił w partii demokratycznej i republikańskiej" - pisał o nim jego rzecznik prasowy Justin Steuart.

Do tromtadracji rzeczników prasowych podejdźmy sceptycznie, ale faktem jest, że Wheeler - choć nigdy nie został wybrany na żadne stanowisko - miał istotny wpływ na władze USA. To on był faktycznym autorem ustawy, której kongresman Andrew Volstead dał tylko swoje nazwisko. I to za jego sprawą Ameryka podjęła ten "szlachetny eksperyment".

Skąd on się wziął? By to wyjaśnić, trzeba się cofnąć o kilka dekad.

Typowa katolicka rozwiązłość

Druga połowa XIX w. to dla Ameryki okres ogromnych zmian społecznych. W 1850 r. na sześciu Amerykanów pięciu było farmerami lub pionierami z Pogranicza. W 1900 r. połowa prowadzi już miejskie życie jako wielkoprzemysłowy proletariat albo pracująca w "białych kołnierzykach" klasa średnia.

W wielu miejscowościach w ciągu jednego pokolenia mała osada rosła do rangi sporego miasta z bankami, sklepami, salonami piękności i - ma się rozumieć - knajpami. Ludzie, którzy pamiętali pionierskie czasy oszczędzania każdego centa, z niesmakiem spoglądali na tych, którzy potrafili wypłatę przehulać w saloonie.

Do tego nieufność etniczna. Osadnicy starej daty pochodzili z protestanckich rodzin, które uciekały z Europy przed prześladowaniami religijnymi. Często, jak ci ze statku Mayflower (czyli symboliczni założyciele narodu), byli radykalnymi protestantami: baptystami, purytanami, menonitami. Porzucali Europę, bo opanowali ją zwolennicy odmian zdradziecko umiarkowanych, nie mówiąc już o katolikach. Kolejni mieszkańcy USA nie byli już protestantami - byli to Polacy, Irlandczycy, Włosi czy wręcz Żydzi.

Z punktu widzenia fundamentalistów protestanckich katolicyzm to imitacja chrześcijaństwa, która służy żydowskiej władzy nad światem za pośrednictwem tajnych stowarzyszeń kontrolujących Watykan, ze szczególnym uwzględnieniem zakonu jezuitów. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi - takie antykatolickie tyrady trafiały do wyobraźni protestantów na prowincji.

Tych, którzy niechętnie godzili się na katolicką imigrację, oburzały z kolei obyczaje przywożone ze Starego Kontynentu. Włoscy, polscy czy irlandzcy robotnicy lubili po pracy rozerwać się na hałaśliwych zabawach, dobrze podlewanych alkoholem. To był dla purytańskich tubylców obyczajowy szok. Nawet jeśli godzili się na samą ideę tańca (też nie wszyscy), to tylko takiego, gdy partner nie dotyka partnerki.

Właśnie w reakcji na nieobyczajność nowych imigrantów zaczęto tworzyć organizacje propagujące trzeźwość i wstrzemięźliwość, takie jak założona w 1869 r. Prohibition Party. Działa ona do dzisiaj, w ostatnich wyborach prezydenckich dostała 643 głosy. Jej program nie ograniczał się tylko do zakazu sprzedaży alkoholu - chodziło także o zakaz sprzedaży tytoniu, zakaz pornografii i surową cenzurę obyczajową w mediach.

Dla nawróconego alkoholika nie ma czegoś takiego jak piwo dla ochłody, lufka na rozgrzewkę czy wino dla smaku. Najdrobniejsza kropelka alkoholu jest pierwszym krokiem do zagłady



Do dzisiaj działała też założona w 1873 r. Chrześcijańska Unia Kobiet na rzecz Wstrzemięźliwości (WCTU). Ona także domagała się zakazu sprzedaży alkoholu, a także imprez tanecznych oraz wszelkich niereligijnych form niedzielnej rekreacji. Jej wczesne działaczki jak Frances Willard były jednocześnie sufrażystkami. Dziś można się zastanawiać, na ile WCTU mogła opóźniać przyznanie kobietom prawa do głosu - mężczyźni mogli się bać, że jeśli poglądy WCTU trafią do parlamentu, stracą większość ulubionych rozrywek, w tym prawo do niedzielnej gry w golfa.

Oba te ugrupowania zyskały sporą popularność - Partia Prohibicji wygrała wybory gubernatorskie na Florydzie i trzykrotnie wprowadziła reprezentanta z Kalifornii (wówczas stanu rolniczego) do Kongresu.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1