Ukryta narkomania czyli jak sprawdzić, czy bliska nam osoba bierze

Moskal Wojciech
17.09.2008 09:13
A A A Drukuj
Potencjalny narkoman to każdy z nas. Ty, twoje dziecko, prezydent, premier i prymas też. Obraz brudnego, zgiętego w pół narkomana na dworcu jest mylący. Narkomania XXI wieku ma inną twarz
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Narkotyk uderza nie w nasze myślenie, świadomość, rozumienie, ale w głąb naszej psychiki - tam, gdzie nie mamy dostępu. Ba, nawet nie wiemy, że coś się stało, że zaszła w nas jakaś zmiana. Jesteśmy tacy sami jak dawniej. O tym, że to nie prawda, dowiemy się miesiące, czasem lata później. Wtedy dopiero, gdy jest już za późno, zrozumiemy, że zmiana zaszła już za pierwszym razem.

Fragment tekstu Moja heroina Macieja Kozłowskiego , który ukazał się w Dużym Formacie 3 lipca 2003


Wojciech Moskal: Nasze dziecko zaczyna się dziwnie zachowywać: zamyka się w pokoju, nie chce z nami rozmawiać, często bywa ospałe, zmęczone lub na odwrót - nadmiernie ożywione, skłonne do kłótni czy nawet agresji. Rodzice myślą: my też dojrzewaliśmy, ale nie aż tak. Pojawia się podejrzenie o narkotyki...

Tomasz Harasimowicz, terapeuta uzależnień: To wszystko rzeczywiście mogą być objawy dojrzewania. Dziecko wtedy inaczej się zachowuje, inaczej wygląda, pachnie, śpi - każdy nastolatek jakoś się zmienia. Skoro jednak coś nas niepokoi, trzeba to wyjaśnić. To mogą być kłopoty w szkole, pierwsza miłość, ale mogą to też być narkotyki.

Co wtedy?

Iść do poradni uzależnień- najpierw samemu. Nie kombinować na własną rękę, nie robić akcji typu przeszukanie czy przesłuchanie. Znaleźć w internecie najbliższą poradnię i iść do niej. Tam albo rozwieją twoje wątpliwości, albo udzielą pomocy i powiedzą co robić. Jeżeli nie ma problemu, to unikniemy niepotrzebnych, a bardzo przykrych przecież oskarżeń i całego odium, że dziecko bierze.

Nie należy biec do apteki, kupować testów na narkotyki i robić ich na własną rękę. Pierwszy test powinien zawsze zostać wykonany w laboratorium czy poradni. Tam na pewno zrobią to lepiej - wyniki testu można sfałszować. Dopiero jak w poradni powiedzą, że mamy sami kupować kolejne testy i robić je w domu, to tak trzeba zrobić.

Czy dziecko można uchronić przed narkotykami?

W 100 proc. nie. Ale można to ryzyko zmniejszyć. Konieczna jest normalna rodzicielska, troskliwa kontrola: jak dziecko spędza wolny czas, z kim się spotyka, gdzie bywa.

Stało się najgorsze - wiemy na pewno, że dziecko bierze. Np. znaleźliśmy narkotyki w jego pokoju.

Wprowadzamy w domu stan wojenny - zero prywatności. Tu nie może być żadnej tolerancji - w poradni dokładnie powiedzą nam, co robić. Nie wolno wierzyć w żadne historyjki - dla kolegi trzymam, znalazłem, w szkole mi podrzucili, itd. Dziecko prawie zawsze na początku będzie się wypierać.

Wielu rodziców jednak w to wierzy.

Bo w głębi duszy bardzo chcą żeby to była nieprawda - będą wierzyli w największe głupstwa, byle tylko oddalić od siebie myśl, że ich dziecko ma problem z narkotykami

Stan wojenny za marihuanę? Dla wielu to niewinny, miękki" narkotyk

Nie ma czegoś takiego jak miękkie i twarde narkotyki. Są tylko narkotyki. Marihuana w każdym podręczniku, każdym katalogu jest narkotykiem. Narkotykiem, który uzależnia i nie jest obojętny..

Jednak zdarza się, że kolega po prostu poczęstował na imprezie jointem czy dał spróbować amfetaminę. Kiedy to tylko głupia przygoda, a kiedy naprawdę poważna sprawa?

W przypadku narkotyków nie ma głupich przygód. Skoro pojawiły się w życiu dziecka, to sytuacja jest poważna. Nawet jeżeli to był tylko incydent, to należy ten incydent wyjaśnić i domknąć. Ale to domknięcie, to nie ma być pogrożenie palcem, tylko pójście do poradni. Należy to zrobić, bo dziecko musi zrozumieć, że nie ma przebacz, że jak to się powtórzy, to urwiemy mu łeb. Z własnej praktyki znam przypadki dzieci, które popalało tę "niewinną", jak mówią niektórzy, substancję i wpadało potem w tak głęboką psychozę, że potrzebny był wielomiesięczny pobyt w klinice.

Ktoś powie: Ja też sobie trawkę paliłem i nic się nie stało". Z kolei inny: Wiadomo, owoc zakazany smakuje najlepiej - niech raz spróbuje i ma to z głowy".

To skrajna głupota i nieodpowiedzialność. Nie wolno robić takich rzeczy. Rodzic absolutnie nie może afiszować się przed dzieckiem, że też miał kontakt z narkotykiem. Jestem zwolennikiem tego, że pewnych tajemnic rodzice przed dzieckiem nie powinni ujawniać - nie zdradzali, nie brali, nie robili w życiu świństw. No chyba że to ewidentne, ale to inna historia. Chodzi o to, żeby rodzice nie dostarczali dziecku broni przeciwko sobie.

Co powinna zrobić szkoła, jeżeli nauczyciel ma podejrzenie, że uczeń bierze?

Przede wszystkim zaprosić rodziców na spotkanie. Nie wezwać, tylko zaprosić. Wezwanie prawie zawsze już na początku nastawia rodziców konfrontacyjnie. A potem - Proszę państwa mamy pewne podejrzenie, ale nie jesteśmy placówką, która ma się tym zajmować. My uczymy, ale nie wyręczymy państwa w kwestiach wychowawczych. Tu jest adres poradni czy laboratorium, do której państwo powinni się zgłosić. Szkoła nie ma prawa przeszukiwać ani robić testów na obecność narkotyków. Część szkół podpisuje specjalne umowy z rodzicami. Gdy pojawia się podejrzenie, rodzice mają obowiązek zgłosić się do szkoły, udać do poradni i laboratorium i dostarczyć wyniki testu. I taki sposób postępowania jest dwojako korzystny - wyjaśnia samą sytuację, ale też działa wychowawczo na inne dzieci. Nie w ten sposób, że zaczynają się bać, ale zaczynają wierzyć, że jeżeli same znajdą się w kłopocie i będą potrzebować pomocy, szkoła się od nich nie odwróci.

To ideał. A jak to wygląda w rzeczywistości?

W niektórych szkołach już się tak postępuje, ale generalnie szkoły wolą się takich dzieci pozbywać. To wyjście najgłupsze z możliwych. Bo po pierwsze, bije się w to dziecko, ale też w inne.

Prawie nigdy nie jest tak, że w szkole bierze jeden uczeń, zwykle jest ich kilkoro. Jeżeli się zadba o to biorące dziecko, inne też mają większe szanse na wyjście z problemu. Wyrzucenie dziecka ze szkoły to zamiatanie problemu pod dywan. Oczywiście co innego z uczniem handlarzem. Handlarz - nawet jeżeli dziecko - popełnia przestępstwo i powinien opuścić szkolę. Dziecko, które bierze, jest ofiarą i trzeba je chronić.

To, co szkoła musi zrobić przede wszystkim, to zawiadomić rodziców. Nie musi się tłumaczyć. Zdarza się też bowiem tak, że ojciec czy matka mówi: "Proszę mi to udowodnić". Szkoła nie jest od tego żeby udowadniać. Powinna wtedy powiedzieć: To my wzywamy policję, niech ona udowadnia. My jesteśmy palcówką edukacyjno-wychowawczą, a nie pościgową". Rodzic, niestety, często bywa agresywny. Dlatego trzeba edukować pedagogów, jak powinni rozwiązywać takie sytuacje. Wiadomo, że konflikt będzie, tylko można go rozwiązać w interesie wszystkich.

Skąd ta agresja?

Bo działa tu bardzo mocny mechanizm zaprzeczenia. Dlatego też to szkołę próbuje się obwiniać o problemy dziecka, choć tak naprawdę winni są rodzice. Poza tym, to może brzmi dziwnie, ale rodzice często nie lubią szkoły. Tymczasem nie powinni stawiać się wobec niej w kontrze, bo najczęściej to nie rodzice są ofiarą nieodpowiedzialnej szkoły, tylko szkoła jest ofiarą nieodpowiedzialnych rodziców.

Od czasu do czasu w mediach pojawia się informacja, że jakiś pan dyrektor wprowadza do szkoły psa do wykrywania narkotyków.

To niezły cyrk, ale tylko cyrk. Znam takie historie, że dyrektorzy robili zapisy na psa i dawali potem ogłoszenie pod tytułem: W naszej szkole za dwa dni będzie pies". Dzieci miały używanie, że hej. Przynosiły kanapki, chowały po kątach psie przysmaki czy rozsypywały po toaletach jakieś proszki, że niby narkotyki. A potem patrzyły, jak biedny pies sobie z tym wszystkim poradzi. Szkoda psa.

Każdy może zostać narkomanem?

- Każdy. Pan, ja, prezydent, premier i prymas też.

Dla wielu osób narkomania to głównie problem rodzin patologicznych.

- Narkomania nie musi mieć nic wspólnego z patologią, nie należy tego łączyć. Mamy w głowie bardzo wygodny obraz narkomana - brudny, zgięty, siedzi na dworcu; to na pewno nie ja i nie moje dziecko.

A tymczasem np. kokainę może sobie wziąć młody yuppi. Ostatnio coraz bardziej popularne jest "sypnięcie sobie ścieżki" na imprezce do wódeczki. A co nam to zaszkodzi? Widzieliśmy przecież na filmie.

Kokaina to narkotyk często kojarzony z elitami.

- I to jest cały problem. Jak trzech kolegów rozsypuje ścieżkę i wciąga ja banknotem, to my też tak chcielibyśmy. Trzeba przestrzegać ludzi przed tego typu głupotą. Takie zachowanie nas nie nobilituje. Natomiast nikt do końca nie wie jaką ma psychikę i jak podziała na niego ten inny stan świadomości. Oczywiście każdy ma prawo ryzykować - stanąć na parapecie i bujać się w obie strony, ale musi mieć świadomość, że może spaść.

Sytuacja: dwoje nastolatków czy też dorosłych pali jointa. Dla jednego to była tylko przygoda - zapalił i koniec. Drugi wpada w nałóg. Wiemy, dlaczego tak się dzieje?

- Nie ma jednego schematu, który by wyjaśnił, dlaczego właśnie ten, a nie inny człowiek zostaje narkomanem. Pewnie, że można mówić o genetycznych predyspozycjach - ale to wszystkiego nie wyjaśnia. Każdy narkoman to inny przypadek - inna kultura, droga życiowa, metabolizm, odżywianie, rodzice itd. Dlatego lepiej przyjąć zasadę, że po prostu są pewne substancje, od których należy trzymać się z daleka.

W którym momencie przygoda przechodzi w uzależnienie?

- Na początku przygoda rzeczywiście jest atrakcyjna, zwłaszcza dla osób odrzucanych przez otoczenie. Nagle lądujemy w środowisku, które nas akceptuje. Czujemy się lepiej, dochodzi też posmak ryzyka, bo przecież mówimy o substancjach nielegalnych. I do pewnego momentu nawet nie zauważamy, że ten świat zewnętrzny - bez narkotyków - strasznie zaczyna nam dokuczać. Zanim braliśmy narkotyki, to czuliśmy, że deszcz zimny padał i słońce nas przypiekało, i ktoś na nas zatrąbił na skrzyżowaniu. A po prochach żadnej z tych rzeczy nie czujemy, nic nas nie rusza. To bardzo groźny moment, bo kiedy mamy wrócić do rzeczywistości pojawia się myśl: w imię czego, skoro znów można odpłynąć? A potem zaczyna się spirala - trzeba zażyć kolejną działkę, więc trzeba na to zdobyć środki, a jak nie można ich zdobyć, to trzeba je ukraść, prostytuować się, wyprzedać wszystko itd.

Dla niektórych narkotyki to sposób na efektywną pracę. Po nich są błyskotliwi i kreatywni.

- Ci ludzie muszą mieć świadomość, że wprawdzie wydolność po takich środkach wzrasta, ale do pewnego momentu. Potem traci się kontrolę. Bez prochów nie można nawet otworzyć oczu.

Przez lata problem narkotyków w Polsce sprowadzano głównie do kompotu.

- Kompotowcy to dziś już dinozaury. Pewnie, że kompot jeszcze jest, ale nie ma żadnego porównania z latami 80. To jest to, o czym mówiliśmy wcześniej - obraz zgiętego narkomana z dworca. Obraz bardzo mylący i niebezpieczny, bo zdejmuje z nas czujność i odpowiedzialność. Ludzi biorących opiaty jest zdecydowanie mniej niż kiedyś. W tej chwili bierze się amfetaminę, kokainę, ekstazy, no i marihuanę.

Jak narkotyki odbijają się na rodzinach?

- Zasada jest taka: tam gdzie jest osoba uzależniona, tam są osoby współuzależnione - rodzice, dziadkowie, rodzeństwo.

Ktoś się spyta: jak to, jestem współuzależniony? Przecież nie biorę

- Współuzależnienie to tylko termin określający sposób, w jaki narkotyki odbijają się na najbliższych.

Często zanim dotrze się do osoby uzależnionej, pracuje się z jej rodziną. Do poradni zgłaszają się rodzice, pytając, co mają zrobić ze swoimi, często dorosłymi dziećmi. Dzisiaj miałem trzy telefony od osób mówiących, że ich 20-, 30- czy 40-letni syn czy córka zażywa narkotyki. To właśnie są osoby współuzależnione i im trzeba pomóc - dać im możliwość oddechu, podpowiedzieć strategię, współpracować, żeby obniżyć poziom ich lęku. Każda poradnia musi mieć ofertę dla współuzależnionych.

W gazetach można znaleźć ogłoszenia prywatnych klinik czy gabinetów oferujących odtruwanie czyli tzw. szybki detoks, nawet z dojazdem do domu czy hotelu.

- Nie ma czegoś takiego jak szybki detoks. Pewnie, że można kogoś doprowadzić do pionu w ciągu 24 godzin, ale to niczego nie rozwiąże. Prawidłowe odtrucie w szpitalu trwa około dwóch tygodni. I powinien to być tylko wstęp do terapii.

Jak pan ocenia - ilu zgłaszającym się ludziom jest pan w stanie pomóc?

- Pracuję z każdym, kto się do mnie zgłosi, ale - i to od razu trzeba zaznaczyć - jego droga życiowa nie zależy ode mnie, tylko od niego. Dla mnie terapia narkomanii czy alkoholizmu nie polega na zajmowaniu się narkotykiem czy alkoholem. Trzeba zająć się funkcjonowaniem tego człowieka; jego stylem życia, wartościami, relacjami z innymi ludźmi, poczuciem bezpieczeństwa. Jeżeli pacjent zacznie porządkować te aspekty swojego życia, odnajdywać jego cel i czerpać satysfakcję z często zgrzebnej rzeczywistości to uzależnienie się oddala.

Jak poznać, czy twoje dziecko bierze narkotyki?

1. rozszerzone lub zwężone źrenice (słabo lub w ogóle niereagujące na światło); szklane, wodniste lub przekrwione oczy, zapalenie spojówek, nadwrażliwość na światło

2. czerwony nos z krostkami i objawami egzemy (łuszcząca się skóra, swędzenie), katar lub krwawienie z nosa, krosty i wrzody w okolicach nosa i ust, pęknięcia na wargach

3. ślady wkłuć na ciele, krople krwi na rękawach, bieliźnie i na pościeli, wygląd jak po spożyciu alkoholu, blade palce

4. słodkawa woń oddechu, włosów i ubrania, zapach palonych liści, silny zapach potu, niemiły zapach w pomieszczeniu, wyraźny zapach rozpuszczalników

5. bełkotliwa mowa, wesołkowatość, gadatliwość, dziwne, nieracjonalne wypowiedzi, prowadzenie rozmów z wyimaginowanymi osobami

6. wahania nastroju od euforii do depresji, przypływ energii, pobudzenie, podniecenie, nerwowość, nadczynność ruchowa, agresywność, wyostrzenie zmysłów wzroku i słuchu, nadmierne poczucie pewności lub nieuzasadniony strach, kłopoty ze snem, dziwne zachowanie, np. okazywanie niecodziennej sympatii wobec innych,

7. brak koordynacji ruchowej i widoczne zaburzenie orientacji przestrzennej, zamroczenie

8. częsty katar, kichanie i kaszel, wymioty, bardzo wyraźne zwiększenie apetytu lub jego nagłe pogorszenie, gwałtowne przybieranie na wadze lub chudnięcie (to mogą być objawy innej choroby, ale też sygnał, że dziecko zażywa narkotyki).

Podejrzane przedmioty znajdujące się w otoczeniu dziecka

1. igły, strzykawki, małe opakowania plastikowe zawierające biały proszek lub bezbarwne przezroczyste kryształy bez zapachu o gorzkim smaku,

2. tabletki, kapsułki różnych kolorów, opakowania po tabletkach, rurki do wdychania oparów, bibułka nasączana roztworem, opłatki

3. brązowo-szare nasionka w kieszeniach lub w podszewce, bibuła papierosowa, zielony tytoń, brązowe watki, kapsle, nakrętki, łyżki, rurki do wdychania oparów, naczynia pokryte brudnym nalotem,

4. osmalone sreberka, torebki z brunatnawym proszkiem, słoma makowa, tuby kleju, smary

Uwaga! Czasami narkotyki i związane z nimi akcesoria - dla zmylenia dorosłych - leżą na widoku. Marihuanę dzieci hodują w doniczce, a nieświadoma mama podlewa krzaczek.

Inne zmiany w zachowaniu dziecka

- drobne kłamstwa najczęściej dotyczące: spóźnień, towarzystwa w którym przebywa, miejsc gdzie wychodzi

- zmiany w wyglądzie np. nadmierne używanie środków zapachowych, noszenie wyłącznie bluz z długimi rękawami

Zapytaj dziecko skąd ta nowa moda, czy wszyscy znajomi tak się ubierają? To może być zwykła zmiana stylu, ale też znak, że dziecko dołączyło do grupy biorącej narkotyki.

- dziecko po powrocie do domu przemyka się do pokoju i tam spędza większość czasu

potrzebuje intymności, w szczególnie dojrzewający nastolatek. Zamykanie pokoju na klucz to już jednak nie potrzeba intymności, ale chęć ukrycia czegoś.

- nagle pojawili się nowi koledzy, zwłaszcza starsi od dziecka od siebie.

Spytajmy dziecka skąd taka nagła zmiana, co go w nowych znajomych pociąga. Jak dziecko sądzi - dlaczego ci ludzie się nim zainteresowali?

- dziecko jest smutne, zamyka się w sobie, izoluje się od rodzinnych spotkań,

- dziecko porzuca dotychczasowe zainteresowania i hobby,

- idzie do pracy, ale nie ma wciąż pieniędzy, pożycza pieniądze, zdarzyły mu się pierwsze kradzieże

- ma gorsze oceny w szkole, wagaruje,

- posługuje się slangiem - szczególnie przez telefon,

- często zamyka się w łazience

- przestało dbać o wygląd i higienę

- w rozmowach widać jego pozytywne nastawienie do narkotyków, mówi np. o "nieszkodliwości" marihuany czy konieczności podziału narkotyków na miękkie i twarde.

Nie musi to oznaczać, że dziecko bierze - może wynikać tylko z tego, że przeżywa okres buntu w stosunku do rodziców z rodzicami. Najlepiej spokojnie tłumaczyć dziecku, że prawda jest jedna: narkotyki szkodzą, a ich posiadanie, także marihuany, jest ścigane przez prawo i zgodnie z obowiązującą ustawą można mieć przez to poważne kłopoty.

- dziecko jest zainteresowane książkami o narkotykach

Dzieci interesują się narkotykami, bo temat ten przewija się w rozmowach z kolegami. My też powinniśmy porozmawiać z dzieckiem o takich lekturach. Trzeba koniecznie zareagować, gdy zauważymy, że dziecko w internecie wchodzi na strony poświęcone narkotykom.

Pamiętaj: wszystkie powyższe objawy mogą być sygnałem kłopotów, które nie mają nic wspólnego z narkotykami: choroby, dojrzewania, problemów w szkole, z kolegami, nieszczęśliwej miłości itp. Ale nie lekceważ ich. Lepiej dmuchać na zimne.

Praca biurowa - oferty pracy na Pracawbiurze.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu
Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Nasza kampania

"Gazeta Wyborcza" wspólnie z Open Society Foundation i Polską Siecią Polityki Narkotykowej od lat walczy o zliberalizowanie polskiej polityki narkotykowej. W tej chwili polega ona na wymierzaniu surowych kar użytkownikom narkotyków oraz osobom uzależnionym. Ale nie tędy droga. Co powinniśmy zrobić, żeby było lepiej?