W połowie czerwca 2011 r. w Polsce mieliśmy zainstalowanych w wiatrakach 1389 MW. W sumie to 472 instalacje wiatrowe - zarówno pojedyncze turbiny, jak i duże farmy. Dla porównania, pod koniec roku 2010 moc elektrowni wiatrowych w Polsce wynosiła 1180 MW. - Przyrost, biorąc pod uwagę czystą statystykę, jest więc dostrzegalny, ale wciąż skromny. Nasze potrzeby, jak i możliwości, są znacznie wyższe - wg raportu Europejskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (European Wind Energy Association) mamy szansę w 2020 mieć w całkowitym bilansie aż 14 proc. energii z wiatru - mówi Krzysztof Prasałek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.
Ze względu na moce instalacji wiatrowych na czołowe miejsce w kraju wysuwa się województwo zachodniopomorskie przed wielkopolskim, kujawsko-pomorskim i pomorskim. Wynika to z naturalnych warunków przyrodniczych sprzyjających elektrowniom w pasie nadmorskim i regionie centralnym. Ponadto szybkiemu rozwojowi w tych regionach sprzyja już zdobyte doświadczenie przez wszystkie strony zaangażowane w inwestycje.
- Przez lata panowało przekonanie, że wiatraki opłaca się stawiać wyłącznie nad morzem. Tymczasem jest wiele świetnych miejsc położonych nawet 100-200 km w głąb lądu. Najlepsze warunki dla energetyki wiatrowej panują w północnej Polsce. W rejonie Suwalszczyzny, w Pomorskiem i Zachodniopomorskiem. Coraz więcej przedsiębiorców zajmujących się energetyką wiatrową decyduje się też na inwestycje w innych rejonach - na Opolszczyźnie , na Dolnym Śląsku . Tam również są niezłe warunki wietrzne, a procedury przyłączeniowe czy środowiskowe są dużo prostsze - wyjaśnia Grzegorz Szymczak - Country Manager EDP, ekspert w zakresie energii wiatrowej.
- Nowoczesne generatory, instalowane na wysokich wieżach, dają gwarancję skutecznej produkcji energii przy średnich wiatrach o prędkościach na poziomie 5-6 m na s - mówi Krzysztof Prasałek.
Obecnie farmy wiatrowe powstają nad morzem w Nosalinie i w Skrobotowie, na Suwalszczyźnie koło Gołdapi i Taciewa czy w województwie lubuskim koło Górzycy i Rzepina.
A co z budową farm wiatrowych na morzu? Zdaniem Grzegorza Szymczaka na razie nie jesteśmy na to gotowi ze strony prawnej, brak też odpowiedniej sieci przesyłowej. Pierwszy poważniejszy krok do budowy farm wiatrowych inwestorzy będą mogli wykonać za dwa, trzy lata. Mimo to organizacje ekologiczne, jak Greenpeace, apelują o to, aby rozwijać mokrą energetykę wiatrową. -
Polska stoi przed krytycznie ważnym wyborem, który wpłynie na nasze portfele i całą gospodarkę. Albo pójdziemy w niebezpieczny atom i zapłacimy większe rachunki za prąd, albo zainwestujemy w morskie farmy wiatrowe na Bałtyku, dzięki czemu za prąd zapłacimy mniej i stworzymy więcej miejsc pracy, m.in. w polskich stoczniach. Nie mówiąc już o tym, jak wzrośnie dzięki temu nasze bezpieczeństwo - podkreśla Maciej Muskat, dyrektor Greenpeace Polska.
Dla Gazety: Krzysztof Prasałek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej- Choć wiatraki są w naszym kraju na etapie bardzo wczesnego rozwoju, to mamy już tysiące firm, które istnieją dzięki rozwojowi branży. Fabryki łopat, wież, firmy zajmujące się transportem, budową, utrzymaniem i monitoringiem farm, to tylko część potężnego sektora gospodarki.
Najlepiej za energetyką odnawialną przemawiają jednak konkretne przykłady. 8 kwietnia 2008 r. w wyniku rozległej awarii energetycznej kilkaset tysięcy mieszkańców województwa zachodniopomorskiego pozbawionych zostało prądu. W skrajnych przypadkach przywracanie dostaw energii trwało ponad 7 dni. Blackout spowodował niemal całkowity paraliż w codziennym funkcjonowaniu wielu firm, szkół, szpitali, organów administracji publicznej, banków.
W kwietniu 2008 roku tylko jedna gmina w województwie zachodniopomorskim łagodnie przeżyła blackout - to "wietrzna" gmina Wolin. Już na drugi dzień po zerwaniu najważniejszych magistrali w regionie, dzięki wiatrakom udało się przywrócić dostawy prądu w gminie. Parki wiatrowe zasiliły też między innymi port w Świnoujściu. Gdyby nie wiatr, sytuacja mogła grozić prawdziwym paraliżem tego nadmorskiego miasta.