Rozmowa z prof. Kazimierzem Krzysztofkiem, socjologiem ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie
Olga Sobolewska: Słuchamy audiobooków głównie w podróży - jadąc samochodem, w pociągu...
Kazimierz Krzysztofek: Bo słuch ma ten walor w porównaniu z innymi zmysłami, że nie zmusza do kierowania uwagi w jedną stronę. Wzrok - gdy czytamy czy oglądamy - wymaga skupienia na kartkach i ekranie. Tymczasem słuchanie można dzielić z innymi czynnościami. Dlatego słuchamy, jednocześnie kierując samochodem albo sprzątając w domu. Dzięki temu jesteśmy mobilni.
Ale też łatwiej rozproszyć uwagę i stracić część treści.
- Gdy słuchamy, dociera do nas wartki strumień przekazu i rzeczywiście, jeśli na chwilę zatrzymamy uwagę na czymś innym, możemy pewne rzeczy przegapić. Ale tak to ze słuchem jest - według badań ten zmysł odbiera mniej informacji z otoczenia niż wzrok, który jest najbardziej pojemnym receptorem i postrzega ok. 80 proc. danych. Dlatego czytając książkę na papierze, możemy się zatrzymać i dyskutować z przeczytaną treścią, możemy zadawać pytania.
To skąd taka popularność audiobooków?
- Problem polega na tym, że żyjemy w epoce mediów audialnych. To oznacza, że mniej się czyta. A jeśli już się czyta, to zwykle rzeczy krótkie - notki w internecie, prasie. Dominuje skrótowość. Przyspieszenie w naszych czasach jest tak duże, tak wielki natłok informacji, że nie możemy skoncentrować się na dużym tekście. Dotyczy to nie tylko osób młodszych, ale też starszych. Ba! Naukowcy przyznają, że coraz trudniej im przeczytać jakąś dłuższą rzecz. Dlatego coraz więcej osób woli książki wysłuchiwać, bo to wymaga mniej wysiłku intelektualnego. Poza tym chętnie słuchamy czegoś, gdy jesteśmy znużeni czytaniem, np. przed zaśnięciem albo na plaży w słońcu, gdy lektura męczy.
Czyli wolimy szybciej i powierzchownie, niż dłużej i z namysłem?
- Nie do końca. Nie porównywałbym książek papierowych z audiobookami, bo to są jednak dwa różne media. Słuch z natury jest bardziej emocjonalny, niż druk. Druk jest racjonalny. Marshall McLuhan, prorok ery mediów, powiedział, że czytanie jest "medium gorącym", bo przegrzewa zwoje mózgowe; jest to linearny "transport myśli", słowo za słowem, wiersz za wierszem. Słuchanie jest bardziej zrównoważone, choć zarazem emocjonalne, bo sam głos wyraża emocje. Dlatego tak ważny jest lektor audiobooka - intonacja jego głosu, ekspresja. Jeżeli lektor jest kiepski i tylko czyta, zamiast mówić, opowiadać, odbiór takiej audio książki jest płaski. To, jak zrealizowany jest audiobook, jest bardzo ważne.
Dlatego wydawnictwa szukają wykwalifikowanych lektorów albo wręcz zatrudniają najlepszych aktorów?
- Aktorzy są oczywiście dużą przynętą. Jeśli się posłucha znakomitego wydania "Pana Tadeusza" czytanego m.in. przez Gustawa Holoubka... Tym można się rozkoszować. Dobre są też audiobooki z podziałem ról na męskie i żeńskie, bo inaczej odbiera się głosy mężczyzn i kobiet.
W tej chwili głównymi odbiorcami audiobooków są wykształceni i dobrze zarabiający mieszkańcy dużych miast. Myśli pan, że zainteresuje się nimi więcej osób?
- Taki odbiorca audiobooków jest intuicyjny. Ludzie wykształceni potrzebują podniet intelektualnych i nie lubią tracić czasu, więc jeśli mogą posłuchać czegoś, co uznają za interesujące, będą to robić. Ale myślę, że równie chętnie po audiobooki sięgać będzie młodzież, zwłaszcza ta jej część, która nie przepada za czytaniem.
Badania wśród młodzieży amerykańskiej wykazały, że młodzi ludzie mają coraz większą potrzebę migrowania do innej przestrzeni. Zauważyłem to zresztą ostatnio na Times Square w Nowym Jorku - na ulicy ludzi atakują zewsząd setki przekazów wizualnych, mnóstwo kolorowych reklam, a poniżej idzie tłum osób, z których większość ma słuchawki w uszach. W ten sposób będąc fizycznie na nowojorskiej ulicy, mentalnie są zupełnie gdzie indziej. Myślę, że w tych iPodach była nie tylko muzyka, lecz także audioksiążki. I wydaje mi się, że będzie ich coraz więcej.