Od zera do milionera

Partnerem jest:

PKO TFI

Zacznijmy od małego Jasia.

Małgorzata Kolińska-Dąbrowska
2011-06-01, ostatnia aktualizacja 2011-06-01 14:01

Jeśli nie nauczymy naszych dzieci oszczędzać nie liczmy, że będą myślały o swojej przyszłości finansowej.

Naszej walucie sprzyjać mają interwencje NBP i możliwa obniżka ratingu kredytowego Węgier
fot. Bartosz Bobkowski/AG
Naszej walucie sprzyjać mają interwencje NBP i możliwa obniżka ratingu...
ZOBACZ TAKŻE
Małgorzata Kolińska-Dąbrowska: - Czy Polacy są oszczędnym narodem? Czy może utracjuszami?

Prof. Maryla Lukasiak- Goszczyńska,Wydział Psychologii- Katedra Psychologii Poznawczej Uniwersytetu Warszawskiego: - Na tak postawione pytanie trudno byłoby jednoznacznie odpowiedzieć. Nie należymy do społeczeństw nadmiernie oszczędzających, ale też i do takich, które najwięcej wydają na bieżącą konsumpcję. Badania sondażowe prowadzone w Polsce dość systematycznie od wielu lat na reprezentatywnych próbach, m.in. przez CBOS (Centrum Badania Opinii Społecznej) pokazują, że odsetek Polaków, który deklaruje, że systematycznie odkłada jakieś pieniądze z myślą o swojej przyszłości i wykorzystuje do tego różne oferty oszczędzania bankowego jest ciągle zbyt mały w porównaniu z innymi krajami. Z tym, że w różnych grupach wiekowych i zawodowych, a także uwzględniając poziom wykształcenia czy wysokość dochodów w gospodarstwie domowym, odsetek oszczędzających Polaków jest inny.

A jak wynika z badań, o których pani wspomina, kto najczęściej oszczędza?

Ci, którzy oszczędzają najintensywniej i najróżnorodniej (korzystają z różnych form inwestowania, np. z akcji, funduszy inwestycyjnych, nabywania nieruchomości, a więc form obarczonych znacznym ryzykiem), to osoby lepiej wykształcone, młodsze, często reprezentujące kadrę kierowniczą lub prowadzące działalność gospodarcza na własny rachunek.

Szkoda, że nie jesteśmy w tej czołówce narodów oszczędnych. A dlaczego o jednych mówi się, że są gospodarne, oszczędne - a o Szkotach wręcz, że skąpi?

Przede wszystkim takie obiegowe opinie dotyczące Szkotów nie są oparte na żadnych konkretnych dowodach, są więc krzywdzące i odzwierciedlają sposób myślenia o innych nacjach za pomocą stereotypów. Te są dość oporne na zmiany.

Istnieje w psychologii ekonomicznej koncepcja odwołująca się do pojęcia "ducha narodu", zgodnie z którym można by jednym narodom czy społeczeństwom przypisywać jakieś specyficzne właściwości czy zachowania, takie które są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Według tej koncepcji można by mówić np. o duchu oszczędności i gospodarności, którego Polacy są jakoby pozbawieni, a za to - wręcz przeciwnie - charakteryzuje ich duch rozrzutności. Teoria ta miała i ma do dziś swoich zwolenników, mimo, iż nie znaleziono mocnych dowodów na jej poparcie. Nie wskazano na konkretne czynniki, od których miało by zależeć kształtowanie się ducha narodu. Ja sama wolę posługiwać się pojęciem mentalności. Pozwala ono wskazywać na klimat społeczny czy dominujące w poszczególnych społeczeństwach normy etyczne, np. charakterystyczną dla krajów skandynawskich etykę protestancką, nakazującą intensywnie pracować, żyć skromnie i być zapobiegliwym, jako czynniki kształtujące określoną mentalność. Prowadzone obecnie badania ekonomistów, socjologów i psychologów (tych ostatnich jest ciągle stanowczo zbyt mało) kładą nacisk na rolę innych czynników niż "duch narodu", a dzięki wynikom tych badań dowiadujemy się coraz więcej na temat tego, od czego zależy skłonność lub niechęć pewnych grup ludzi do oszczędzania.

A jest jakiś taki indywidualny zestaw cech charakteru, który powoduje, że jedni są bardziej skłonni do wydawania pieniędzy a inni do oszczędzania.

Jak wspomniałam, badań psychologicznych dotyczących zachowań oszczędnościowych prowadzi się w Polsce stanowczo zbyt mało i w dodatku w sposób niesystematyczny, co utrudnia formułowanie "mocnych", dobrze uzasadnionych wniosków. Stąd też trudno jest wskazać na jakiś stały zestaw cech indywidualnych człowieka, które sprzyjały by jego skłonności do oszczędzania, a nie do wydawania pieniędzy.

W ostatnim dziesięcioleciu przeprowadzono jednak kilka interesujących badań, z których wynika, że skłonność do oszczędzania jest tym silniejsza im większy jest optymizm konsumencki.

Co to znaczy?

Oznacza, że ludzie pozytywnie oceniają swoją przyszłość i perspektywy rozwoju gospodarczego swego kraju. Żeby to wszystko wyjaśnić muszę użyć kilku fachowych określeń. Dominuje u takich osób nastawienie na przyszłość i teliczność (nastawienie na realizację stawianych przez jednostkę celów, a jednocześnie niższa jest u nich bieżąca użyteczność pieniędzy. Istotny związek ze skłonnością do oszczędzania ma postawa wobec pieniędzy- planowanie wydatków i kontrola finansowa. Osoby o wysokim poziomie kontroli nad swoimi finansami częściej korzystają z usług bankowych, inwestują , oszczędzają. Przy tym mają na uwadze bezpieczeństwo i zysk. ważne jest dla nich poczucie niezależności i dostęp do środków finansowych w przyszłości.

Są tacy ludzie, którzy w ogóle nie oszczędzają? Jak mają to wydają a jak nie to się dopiero martwią.

Z jednego z najnowszych sondaży OBOP wynika, że aż ponad 70% Polaków (powyżej 15 roku życia) przyznaje się do tego, iż nie posiada żadnych oszczędności. Są to najczęściej bardzo młodzi ludzie (uczniowie i studenci) oraz bezrobotni, rolnicy, robotnicy, emeryci i renciści, a zarazem osoby o niskim poziomie wykształcenia (podstawowym i zasadniczym zawodowym). Ale obok tych grup istnieją inne, które dość intensywnie oszczędzają i inwestują, przeznaczając na to nawet znacznie sumy pieniędzy. Oszczędnościami powyżej 100 tys. złotych dysponuje wprawdzie tylko 7% Polaków, ale co najmniej 10 tys. złotych ma 33% Polaków

To jesteśmy wystarczająco zapobiegliwi i oszczędni?

Trochę tak trochę nie. Dane przytoczone przez firmę analityczną (Analizy Online) pod koniec 2010 roku mogły by utwierdzać nas w poczuciu, że jesteśmy społeczeństwem dostatecznie oszczędzającym. Zgromadziliśmy rekordową sumę oszczędności, wynoszącą 910 mld zł. Jednak analiza form oszczędzania nie napawa już takim optymizmem.

Dlaczego?

Bowiem najczęściej korzystamy z depozytów bankowych (tzw. ROR-y), dalej - OFE, które zgromadziły prawie połowę wymienionej kwoty, a na trzecim miejscu znajduje się przechowywanie pieniędzy w domu, w przysłowiowej szufladzie komody lub skarpecie.

A ile pieniędzy mamy w skarpetach wiadomo?

101 mld. złotych, a więc 11% wszystkich oszczędności. Ciągle niewielkim zainteresowaniem cieszą się takie formy jak, fundusze inwestycyjne, polisy ubezpieczeniowe, obligacje oraz akcje.

  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1