W ciągu trzech krótkich dekad po 1989 r. oczekiwania naszych polityków wobec naukowców zmieniały się radykalnie.

W latach 90. – mniej więcej do czasu wejścia do Unii – życzono sobie, aby wyprodukowali jak najwięcej absolwentów. Była to racjonalna strategia z punktu widzenia polityków dbających o stabilność polskiej demokracji. Na przełomie wieków bezrobocie przekraczało 20 proc. i było społeczną katastrofą. Młodzi ludzie, nawet po bardzo tanich i nierynkowych studiach, radzili sobie na rynku pracy lepiej niż młodzi bez studiów.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej