Katarzyna Wyszomierska, dziennikarka obywatelska: Zarzuciłeś pisanie autobiografii. Z powodu okoliczności zewnętrznych czy raczej ze strachu przed tym, co miałeś wyznać?

Bogusław Stanisławski: Doszedłem do 1965 r., w którym mam objąć stanowisko wicedyrektora Instytutu Kultury Polskiej w Londynie. Kilka lat wcześniej miałem wizytę kapitana, który delikatnie, ale stanowczo próbował mnie namówić na współpracę z wywiadem. Dał mi propozycję, zastrzegając, że rozmowa jest poufna, co potwierdziłem swoim podpisem.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej