Kiedy pod koniec sierpnia David Koch umierał na raka prostaty, otoczony najlepszą opieką, jaką może zapewnić 50,5 miliarda dolarów (z bratem Charlesem dzielił 11. miejsce na liście najbogatszych „Forbesa”), na drugiej półkuli płonęły płuca planety, Amazonia, a poprzedni miesiąc był najgorętszym w historii.

Globalne ocieplenie, do którego Kochowie intensywnie się od pół wieku przyczyniali, a od trzech dekad zwalczali wszelkie kroki zaradcze, wchodzi w przyspieszoną fazę, ale współwinnego już nie dotkną jego konsekwencje.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej