Szanowne ekscelencje,

kiedy w szkole podstawowej na lekcjach religii ksiądz Benedykt wpadający w furię wrzeszczał i ciągnął dzieci za włosy – nic nie mogłem zrobić, byłem dzieckiem.

Kiedy ksiądz Rudolf, proboszcz mojej parafii, na początku lat 90. zakazał mieszkańcom mojego osiedla nosić ciuchy dżinsowe: spodnie, katany i spódnice, twierdząc w kazaniu, że dżins to wymysł szatana, i grożąc, że w dżinsach do kościoła nikogo nie wpuści – nic nie mogłem zrobić, byłem dzieckiem.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej