Żyjemy w piekle. Piekło leży w środku Europy, między Odrą a Bugiem, i nazywa się Polska. Jest piekłem nie dlatego, że latem zrobiło się tu strasznie gorąco. Nie dlatego, że w kryzysowym stanie są służba zdrowia – co przekłada się na naszą śmiertelność – i edukacja publiczna – co przekłada się na zdrowie psychiczne i przyszłość naszych dzieci. Nie dlatego, że importujemy węgiel z Rosji, trujemy nim powietrze, które nas później dusi. Nie dlatego, że gdziekolwiek spojrzeć, z wyjątkami potwierdzającymi regułę, państwo jest zorganizowane słabo albo fatalnie.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej