Jacek Majchrowski – ur. w 1947 r., profesor nauk prawnych, historyk doktryn politycznych. Od 2002 r. prezydent Krakowa. Były członek Trybunału Stanu. Żonaty, ma dwóch synów

Dorota Wodecka: Jestem pod wrażeniem pana zakładu pracy. Nie przygniata pana ciężar historii?

Jacek Majchrowski: Ten gabinet ma ponad sto lat i na szczęście nikomu nie przyszło do głowy niczego w nim zmieniać. Mówiąc górnolotnie: tutaj każda ściana, każdy obraz...

Ściślej mówiąc, Jacek Malczewski...

– Z Kossakiem w tle. W domu mam jego autoportret pod postacią Chrystusa z Vlastimilem Hofmanem sportretowanym jako niewierny Tomasz. Za pani plecami też Malczewski, a dokładniej – portret jego muzy Michaliny Janoszanki. Pozuje mu w takiej pozycji, że mogłaby ilustrować akcję honorowego krwiodawstwa.

Na dzisiejsze czasy bardziej adekwatna byłaby tu jego „Melancholia”.

– Za duża, zresztą jest w Poznaniu. Te są wypożyczone z Muzeum Narodowego w Krakowie. Kiedy urządzałem sobie gabinet wojewody, wybrałem jakąś scenę rodzajową Wincentego Wodzinowskiego. Zanim się zdecydowałem, chodziliśmy z panią kustosz po piwnicach muzealnych i dowiedziałem się, że obrazy już się w nich nie mieszczą. Bo ilekroć umrze jakiś malarz, znany tylko w kręgach rodziny, to wdowy powierzają muzeum jego spuściznę. A potem czyta się w dossier artysty, że jego obrazy znajdują się w muzeum takim i śmakim.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej