Ojciec namawiał go, żeby zdobył konkretny zawód. I został ślusarzem, a potem jeszcze mechanikiem obróbki skrawaniem.

Gdy ojciec zmarł, zaczęła namawiać go matka - rób to, co lubisz.

Bogusław Olejniczak zapomniał o ślusarstwie, zaczął studiować pedagogikę. Wkrótce uczył języka polskiego w podstawówce, został bibliotekarzem. W połowie lat 80. wezwało go wojsko, został czołgistą. Ale gdy w tej szkole zmarł nauczyciel bibliotekarz, dyrektorka ściągnęła go z wojska. Dyrektorkę, dla której liczył się człowiek, jednak zwolniono po przemianach ’89. Była działaczką partyjną, lecz nie komunistką. Popełniła samobójstwo.

W pokoiku wuefistów

Czasy AWS.

Olejniczak: - Byłem doradcą ministra kultury. Rozumiano wtedy, że jak się zmienia rzeczywistość polityczna, gospodarcza, to muszą iść zmiany w edukacji.

W 1999 r. odebrał telefon z wydziału edukacji. Miał zostać dyrektorem Gimnazjum nr 1 przy ul. Sterlinga w Łodzi. Zgodził się.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej