Kilka dni po drobnym incydencie Barbarę wciąż trzęsie w środku. - Jestem Łemkinią, pochodzę spod Gorlic. W klasie byłam jedyną Łemkinią, ale nigdy nie spotkała mnie jakaś przykrość. Tam nie było nienawiści. Tu jest - za mówienie po ukraińsku na ulicy.

Była świadkiem, jak w jednej z przemyskich Biedronek mężczyzna darł się na cały sklep, że „tryzuby” wykupili całe mięso w promocyjnych cenach. Nie zaprotestowała, bała się tłumu.

Od czterech lat mieszka w Przemyślu. Trzydziestoparolatka, wysoka, energiczna. Przywiozła dziecko na ulicę Smolki, do ukraińskiej szkoły. Zespół Szkół Ogólnokształcących im. Markiana Szaszkiewicza to podstawówka, gimnazjum i najlepsze w mieście liceum. Stoi z tyłu, za kamienicami.

- Kto może, podwozi dzieci pod samą szkołę. Żeby nie szły same - mówi mi jedna z matek. Bo okolica nieprzyjazna dla Ukraińców.

Tu rządzi Lonia

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej