Aleksandra Pucułek: Tęskni pani za córką?

Mama Marcina: Jestem pogodzona ze wszystkim i jestem szczęśliwa. To tak działa u matki, jak dziecko nie cierpi, matka też nie.

Kto wybierał imię Marcin?

– Marcin.

A Emilia?

– Ja z mężem. Chociaż jak byłam w ciąży, to Emilia miała być Karolem. Na USG do końca nie wychodziło, czy będzie chłopiec czy dziewczynka. Moja babcia stwierdziła, że na pewno chłopiec, bo dziewczynka zabiera urodę mamie, a ja wyglądałam pięknie. Kiedy urodziła się Emilia, babcia krzyknęła: „Pierwszy raz się pomyliłam!”.

Marcin nigdy nie bawił się lalkami. Wolał klocki, puzzle, uwielbiał małe figurki zwierzątek. Dużo rysował, kolorował. Wolał bawić się z chłopcami.

Na zakończenie szóstej klasy ostatni raz włożył spódnicę, potem wszelkie uroczystości to były spodnie. Ściął włosy. Nigdy też nie miał instynktu macierzyńskiego, dzieci go irytowały. Jak urodziła się nasza młodsza córka, Magda, to Marcin długo nie mógł jej zaakceptować. Nie potrafili znaleźć wspólnego tematu.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej