Mogłoby się wydawać, że główny rezydent Białego Domu to człowiek, który się nieustannie wścieka i pała żądzą zemsty. Tego Trumpa często przyćmiewał jednak człowiek leniwy i obojętny - 71-letni mężczyzna, który z satysfakcją roztrząsał swoje znakomite posunięcia. „Czasami sytuacja wydaje się zła, naprawdę zła, a on jest radosny jak skowronek”, mówiła Ivanka Trump.

Tak wyglądało życie w bańce Trumpa. Prezydent nie był się w stanie przyznać choćby do najmniejszej słabości. Nie potrafił przyjąć do wiadomości, że jego Biały Dom może mieć kłopoty. Nikt z szerokiego kręgu jego znajomych i współpracowników nigdy nie słyszał, żeby Trump powiedział, że czegoś żałuje, ma jakieś wątpliwości, że drugi raz zrobiłby coś innego lub zachował się inaczej. Gdy jego bańka otwierała się na świat i dostawało się do niej coś innego niż czysty podziw, ktoś musiał być temu winien - i najczęściej ten ktoś musiał wylecieć.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej