Był mokry dzień w październiku roku Pańskiego 1415, gdy uciekająca do portu w Calais głodna i wycieńczona chorobami oraz długą kampanią armia angielska Henryka V została zatrzymana pod Azincourt przez znacznie liczniejszą armię francuskiego króla Karola VI.

Mimo przewagi liczby, broni i stanu zdrowia Francuzi przegrali haniebnie, gdyż francuski dowódca nakazał ciężkiemu rycerstwu szarżować przez gliniaste, niedawno zaorane, rozmoczone jesiennymi deszczami pole.

Idący pieszo w kilkudziesięciokilogramowych zbrojach francuscy rycerze ugrzęźli w bagnie, wcześniej rozdeptanym szarżą ich kawalerii.

Zostali bezlitośnie wystrzelani przez łuczników, którzy stanowili większość angielskiego wojska. Po stronie francuskiej zginęło od 1,5 do 11 tys. ludzi, podczas gdy straty Anglików wyniosły między 100 a 600 osób. 

„Przy was zwycięstwo” – mówi angielskiemu królowi francuski posłaniec z „Henryka V” Szekspira, prosząc o zgodę na zabranie poległych. „Dzięki Bogu za to. Nie sile naszej” – odpowiada mu zwycięski król.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej