„Niedługo opuszczę stanowisko, którego pełnienie było największym zaszczytem mojego życia. Druga kobieta na stanowisku premiera Zjednoczonego Królestwa... Z pewnością nie ostatnia. Odejdę bez złości, ale z wielką i trwającą wdzięcznością, że mogłam służyć krajowi, który kocham” - głos Theresy May załamał się przy trzech ostatnich słowach eleganckiego oświadczenia.

7 czerwca May przestanie być liderką Partii Konserwatywnej. Wyłoniony w wyborach jej następca lub następczyni zastąpi ją również w roli premiera.

Nikt w Wielkiej Brytanii nie napisał, że „kończy się epoka” albo że „nic nie będzie już tak samo”. Ktoś natomiast przytomnie zauważył, że „Partia Konserwatywna ma teraz więcej kandydatów na lidera niż mandatów w Parlamencie Europejskim”.

Konserwa w strzępach

Do Partii Konserwatywnej należeli do niej m.in Artur Wellesley, który w 1815 r. pokonał Napoleona pod Waterloo, Winston Churchill, który w czasie wojny obiecał Brytyjczykom „tylko krew, pot i łzy” oraz Margaret Thatcher, która rządząc przez całe lata 80. przeorała brytyjską gospodarkę i społeczeństwo jak nikt wcześniej.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej