Polecamy studia na renomowanych uczelniach w kraju i za granicą, doktorat, habilitację i profesurę: belwederską, nadzwyczajną i zwyczajną. Jeśli ktoś jednak uważa, że to strata czasu (istotnie, ścieżka to dość czasochłonna) i że nastała epoka, w której nie tyle należy kimś być, ile za kogoś uchodzić, może zostać tzw. inteligentem fasadowym. To z pewnością ścieżka mniej czasochłonna, ale zarazem wystarczająca, by na przykład zapraszano nas do programów telewizyjnych w roli ekspertów.

Wystarczą wyraziste okulary, dobrze też zaopatrzyć się w modny szalik. No ale przede wszystkim należy włączyć do swojego słownika zestaw modnych słów.

W jednym z krakowskich akademików mieszkał kiedyś student, który rozwieszał sobie nad łóżkiem karteczki z takimi właśnie modnymi w środowisku akademickim słowami, a także bon motami sławnych ludzi: „Religia to opium ludu” (Marks), „Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało” (Molier), „Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie!” (Gogol). Student ów był zdania, że opanowanie ich na pamięć pozwoli mu osiągnąć w życiu to, na czym mu zależało: zabłyśnie w towarzystwie, zrobi wrażenie erudyty – a później, że posłużę się teraz bon motem Adama Mickiewicza, „jakoś to będzie”.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej