Marek Mielewczyk – ur. w 1969 r., właściciel gospodarstwa ogrodniczego pod Kartuzami, ofiara pedofila ks. Andrzeja Srebrzyńskiego*, współzałożyciel fundacji Nie Lękajcie Się pomagającej ofiarom pedofilii, jedna z ofiar pokazanych w filmie braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”.

Marek Górlikowski: „Po co tam łaziłeś, przecież wiedziałeś, czego chce” – tym pytaniem twojej żony kończy się dziewięć lat temu opowieść w „Wyborczej” o księdzu pedofilu z Kartuz, który cię gwałcił. Powtarzasz je w filmie Sekielskich. Żona zrozumiała?

Marek Mielewczyk: Rozwiedliśmy się. A ja nie umiem na to pytanie do dziś dnia odpowiedzieć.

Ktoś powie: raz poszedłeś – dobra, 10 razy – no, ktoś mógł cię zwabić, ale jak łazisz i łazisz, to coś z tobą jest nie tak. Tylko te osoby zapominają, że mają do czynienia z 13-letnim dzieckiem.

Pani doktor mi powiedziała na jednej terapii: pewnie było ci dobrze. Owszem, natura nas tak stworzyła, że każdy przeżywany orgazm jest przyjemnością. Ale psychicznie za każdym razem czułem się gorzej.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej