Tylko obcy mają odwagę nazwania tej substancji, którą jesteśmy, tylko oni ją widzą w ostrym świetle.

***

Ale na pewno jest w polskości coś wiecznie niedokończonego i niedoskonałego – tak jak polskość w okresie rozbiorów, które zabrały nam wszystko. Tragiczne zdarzenia, o których pisał Iwaszkiewicz w późnych opowiadaniach – na przykład ten niezapomniany moment w opowiadaniu „Heydenreich”, kiedy polski oficer w służbie carskiej, w rosyjskim mundurze, porucznik Laudański płacze zrozpaczony po bitwie, w której znalazł się po niewłaściwej stronie, i pociesza go Kozak, przytula go do siebie i obaj płaczą. Ten niesłychany moment, niemożliwy, czysto ludzki, moment płaczu nad grozą śmierci, coś, co będzie się zawsze wymykało socjologom, politykom i nawet historykom, bo oni muszą żyć w ubraniu logiki i prawdopodobieństwa, zapięci na wszystkie guziki, gotowi ferować wyroki.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej