Jakub Majmurek – eseista, publicysta, krytyk filmowy, „Krytyka Polityczna”

„Ameryka została założona na fundamentach wolności i demokracji, nie rządowego przymusu. Urodziliśmy się i pozostaniemy wolni. Dziś raz jeszcze pragniemy odnowić nasze postanowienie: Ameryka nigdy nie będzie krajem socjalistycznym” – tak w lutym tego roku mówił przed Kongresem amerykański prezydent Donald Trump w trakcie dorocznego orędzia o stanie państwa. Słowa te brzmiały, jakby pochodziły z epoki zimnej wojny, z czasów, gdy USA rywalizowały z blokiem radzieckim. Po co prezydent sięga po taką retorykę dzisiaj?

Analitycy wskazują na kontekst zbliżającej się kampanii wyborczej w 2020 r. Trump potrzebuje tematu, który spolaryzuje Amerykę. Sprawa muru na granicy z Meksykiem chyba wyczerpała swoje paliwo. Ustawienie się przez Trumpa w roli obrońcy Stanów przed socjalizmem i scenami rodem z walącej się Wenezueli może być sprytnym manewrem pozwalającym prezydentowi narzucić dyskusję na wygodnych dla siebie warunkach. Amerykańska prawica od dawna przecież straszyła swoich wyborców, że konkurencyjni Demokraci to tak naprawdę socjaliści. W ten sposób konserwatywni politycy i media atakowali prezydenta Obamę.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej