Nie oczekujemy litości ani linczu, tylko prawdy. Tak mogłaby powiedzieć część obserwujących dramat pedofilii w Kościele. Jego częścią są pytania o rolę Jana Pawła II. Są katolicy w Polsce, którzy tych pytań się nie lękają, choć są bolesne. Do rany pedofilskiej dochodzą bowiem rozważania o stopniu współodpowiedzialności „naszego świętego papieża”.

W obrazie Jana Pawła II, jaki ma wielu ludzi dobrej woli, nie tylko wierzących i nie tylko katolików, nie mieści się wątek pedofilii. Ze smutkiem i niepokojem zadają pytania sobie i innym. Zadają je też dziennikarze i watykaniści. Kościelna subkultura omerty rzuca dziś cień na Jana Pawła II, choć wcześniej jego imienia z pedofilią nie kojarzono. Sytuacja tak zaczyna ciążyć, że głos musiał zabrać kardynał Stanisław Dziwisz.

Tuż przed 14. rocznicą śmierci Wojtyły wydał oświadczenie, w którym odrzuca zarzuty, że polski papież ociągał się z reakcją na doniesienia o przestępstwach seksualnych księży. Przeciwnie, był zszokowany i podjął działanie. Hierarcha wylicza przykłady. Pojawiają się one i we wcześniejszych materiałach. Są poniekąd linią obrony przyjętą generalnie przez obrońców papieża Wojtyły.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej