– Proszę się wpisać na listę – zaleca członkini komitetu strajkowego przy wejściu do budynku. Imię, nazwisko, cel wizyty, czas od do. – Pierwszy raz jestem w takim komitecie, aż mam ściśnięty żołądek.

Na liście na razie tylko kilka nazwisk. W kolejce czeka mama przedszkolaka... z synkiem. – Ja tylko po jego buty, bo zapomnieliśmy w piątek z szatni. Wiem, że strajk. Popieram nauczycieli. Zabieram synka do pracy – tłumaczy.

Poniedziałek, godz. 8 rano. Pierwszy dzień strajku w oświacie. Na korytarzach żywego ducha, sale przedszkolne puste.

Żeby nas szanowano 

W budynku przy ul. Janosika w Łodzi jest gimnazjum, przedszkole, a od września, po reformie, także podstawówka. Wkoło pięknie: park z małym stawem, boisko z trybunami, duży plac zabaw. Na ogrodzeniu transparent z napisem „Strajk”. Na drzwiach informacje dla rodziców i prośby o wyrozumiałość.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej