Osiedle Kliny to administracyjnie jeszcze Kraków. Sięga do obwodnicy miasta – autostrady A4. W sąsiedztwie olbrzymiej sypialni rząd planuje wybudowanie kolejnych 1,1 tys. mieszkań w ramach programu „Mieszkanie plus”. Tramwaj tu nie dociera, najbliżej jest do autobusu. Z przystanku Kliny Zacisze linia 114 w dzień powszedni odjeżdża co 12 albo 15 minut, czasem co 20. W soboty i niedziele rzadziej.

Pięć kilometrów dalej, pod Krakowem (choć wyraźnej granicy próżno szukać, bo osiedla domów jednorodzinnych zlewają się w jedno), jest gmina Lusina. MPK też tam jest – linia aglomeracyjna 255. W dzień powszedni jest sześć kursów, w soboty i święta są po cztery. Przystanki są tylko z nazwy, bo to tylko słupek wbity w pobocze, w dodatku na żądanie. Żeby dojechać na słynny krakowski Rynek Główny i napić się tam kawy, mieszkańcy Klinów muszą poświęcić około 50 minut, Lusiny – godzinę.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej