„W skrajnym wzburzeniu” cesarz Mikołaj II oświadczył: „Należy uczynić wszystko, co tylko możliwe, by uratować pokój. Nie mam zamiaru nieść odpowiedzialności za potworną rzeź”. To było 29 lipca 1914 r.

O godzinie jedenastej przed południem 30 lipca doszło do spotkania Sazonowa (Siergiej, minister spraw zagranicznych), ministra rolnictwa Aleksandra Kriwoszeina i Januszkiewicza (Nikołaj, szef sztabu generalnego); po spotkaniu Januszkiewicz i minister wojny Władimir Suchomlinow próbowali bez skutku skłonić w rozmowie telefonicznej cesarza do powrotu do powszechnej mobilizacji. Dopiero po godzinnych namowach Sazonowa, który 30 lipca o godzinie piętnastej udał się na audiencję do pałacu w Peterhofie, Mikołaj ustąpił wreszcie i wydał zgodę na pełną mobilizację, dodając: „To oznacza wydanie na śmierć setek tysięcy Rosjan”.

Powyższy opis pochodzi z codziennych notatek rosyjskiego MSZ z 1914 r. i z wydanych w Paryżu w roku 1927 wspomnień Sazonowa. A przytacza je brytyjski historyk Dominic Lieven w swej książce „W pożogę. Imperium, wojna i koniec carskiej Rosji” (przeł. Jakub Ozimek, Wydawnictwo Akademickie SEDNO, Warszawa 2018). Pisze zarazem: „Z którejkolwiek strony byśmy patrzyli, problemy, które spowodowały katastrofę w roku 1914, pozostają aktualne także dzisiaj”.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej