To, w jak krótkim czasie Chińczycy potrafią zyskać przychylność władz, najlepiej widać w Czechach. – Nasz rząd długo nie rozumiał tego, jakim zagrożeniem jest chińska inwigilacja. Służby straciły Pekin z oczu, bo koncentrowały się głównie na rosyjskiej działalności szpiegowskiej – mówi Ondrej Kundra, szef działu politycznego czeskiego tygodnika „Respekt”.

Czeski kontrwywiad BIS od miesięcy ostrzegał o aktywności Chińczyków, ale mało który polityk tym się przejmował. Sytuacja zmieniła się pod koniec ubiegłego roku, gdy Narodowe Centrum ds. Cyberbezpieczeństwa oficjalnie ostrzegło przed używaniem oprogramowania chińskich firm Huawei i ZTE. Powód? Dane zbierane przez obie firmy nie są bezpieczne, bo mogą być przekazywane – zgodnie z chińskim prawem – służbom specjalnym i instytucjom rządowym.

Relacje Praga – Pekin stały się lodowate. Chińczycy odwołali oficjalne spotkania na wysokim szczeblu. Według „Financial Times China” centrala Huawei jest zirytowana, że maleńkie Czechy, które rynek telekomunikacyjny mają mniejszy od „jednej dzielnicy Shenhzen” (gdzie mieści się centrala firmy), postawiły się Chinom. Kontrolowana przez rząd prasa pisze, że w sprawie z pewnością maczali palce Amerykanie, zazdrośni o to, że wyrosła im konkurencja na rynku telekomunikacyjnym.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej