Kilka banałów serdecznych

Od urodzenia, a mam prawie 59 lat, jestem osobą głęboko niepełnosprawną ruchowo. Niejako naturalnie, częściej niż średnia krajowa, korzystam z pomocy medycznej. I choć w chwili zaistnienia WOŚP miałam już prawie 32 lata, sprzęt Orkiestry wspomagał mnie wielokrotnie. Nigdy wprawdzie nie ratował mi życia, ale zdrowie – owszem.

Zdarzyło się za to, że uratował istnienie kogoś z moich najbliższych. Nie o medycznym jednak aspekcie akcji Jurka Owsiaka chciałabym tu napisać.

Równie ważne jest dla mnie, że WOŚP, zwłaszcza w obecnej sytuacji, jest jedyną organizacją, która potrafi jednoczyć nas tak naprawdę ponad podziałami: politycznymi, wiekowymi, wynikającymi z wykształcenia, miejsca zamieszkania itd., itp...

Na pytanie, co WOŚP zmienił w moim życiu, odpowiadam – u mnie pozytywnie zmienił postrzeganie rodaków. Wiem oczywiście, że i WOŚP, i sam Owsiak mają przeciwników, hejterów oraz wrogów. Ale moja własna praktyka pokazuje, że to na tyle zdecydowana mniejszość, iż można i trzeba ją ignorować. Zawistnicy, frustraci i nieudacznicy znajdą się w każdej większej zbiorowości. Tymczasem życzmy im zdrowia.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej