Ratusz w kalifornijskim San Jose, 5 grudnia. Głodówka trwa trzeci dzień. W namiocie z napisem „Googleville” koczuje kilkanaście osób. Wśród nich bezdomni i aktywiści, ale też zwyczajni ludzie, których przy obecnych zarobkach nie stać na mieszkanie.

Dlaczego protestują? Sprzeciwiają się sprzedaży wartej 110 mln dol. 10-akrowej działki w centrum miasta. Ma na niej powstać kompleks Google’a.

Kiedy radni dają zielone światło, obecni na sali obrad protestujący wpadają w szał.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej