Zygmunt Solorz spotyka się z premierem Mateuszem Morawieckim pod koniec października – tuż przed wybuchem afery KNF – w Świątyni Opatrzności Bożej. Rzecznicy prasowi obu przekonują, że rozmowa dotyczyła obchodów stulecia niepodległości.

Ale media zauważają, że twórca Polsatu ma akurat na głowie zupełnie inne problemy niż oprawa czy wsparcie rocznicowych uroczystości. Co prawda udało mu się zażegnać kosztowny kryzys wokół Plus Banku. Chwilę wcześniej zatrudnił tam wysłanego przez Komisję Nadzoru Finansowego prawnika Grzegorza Kowalczyka. Ale zaraz potem pojawił się inny kłopot: w ciągu dwóch tygodni jego inna firma miała wpłacić do budżetu 1,7 mld zł.

Internet pod strzechy. Internet Solorza

Budując koncern telekomunikacyjno-medialny, Solorz postawił na technologię szybkiego mobilnego internetu LTE (Long Term Evolution). Michał Matys pisze w książce „Grube ryby”, że zaczął testować tę technologię jako jeden z pierwszych na świecie już w 2009 r., a potem szybko wprowadził w sieci komórkowej Plus, którą kupił od państwa za ponad 18 mld zł. Wielu analityków zastanawiało się wtedy, czy ta największa prywatna inwestycja w Polsce nie przygniecie biznesmena, który musiał się potężnie zadłużyć. Z własnej kieszeni zapłacił 4 mld zł, na resztę wziął kredyt.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej