Christian Davies – ur. w 1986 r. w Kalifornii, ma polskie i brytyjskie obywatelstwo. Pisze o historii, polityce i stosunkach międzynarodowych. Jest korespondentem prasy zagranicznej w Polsce, swoje teksty publikuje m.in. w „Guardianie” i „Observerze”. Mieszka w Warszawie

Kiedy dorastałem w Oksfordzie, moim sąsiadem był starszy pan imieniem Kazik, który jako sędzia w przedwojennej Polsce został zesłany na Syberię, a potem z armią Andersa trafił do Wielkiej Brytanii. Na setne urodziny Kazika angielscy sąsiedzi urządzili mu przyjęcie.

Słuchając ze zgrozą opowieści o tym, jak enkawudziści szli od domu do domu, wywlekając ludzi, pewna Angielka przerwała mu uprzejmie i spytała: – A nie spróbował pan wezwać policji?

Trudno o lepszą ilustrację kolosalnej różnicy między polskim i brytyjskim rozumieniem historii. Dla Polaka pomysł, że we wrześniu 1939 r. „policja” mogłaby ocalić kogoś z rąk NKWD, był kompletnym absurdem – jaka policja??? Jednak wielu Brytyjczyków nie umie sobie zwyczajnie wyobrazić świata, w którym nie ma państwa, świata wstrząsanego transformacjami, gdzie nie ma już chroniącego nas prawa (łatwiej to zrozumiemy, zważywszy że w Oksfordzie są puby, które serwowały piwo przed rządami królowej Jadwigi).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej