Tomasz Lis – ur. w 1966 r., dziennikarz, redaktor naczelny „Newsweeka”. Właśnie ukazała się jego książka „Historia prywatna” (W.A.B.)

Donata Subbotko: Czy to dobrze, że poglądy dziennikarza są czytelne?

Tomasz Lis: Publicysty? W takich czasach jak dziś muszą być czytelne.

Dlatego nie lubi pan tzw. symetrystów?

– Uważam, że pewne rzeczy, które głoszą, mają sens. Jeśli mówią o potrzebie zrozumienia, dlaczego w 2015 r. coś się stało, to mają rację. Jeśli mówią o potrzebie pracy intelektualnej i programowej, co robić po następnym zakręcie, to też się zgodzę. Ale intelektualnie nie do zaakceptowania jest relatywizowanie zła, które Polsce czyni PiS. Nie do zaakceptowania jest pogardliwe określanie ludzi, którzy ryzykują swoją pozycję, interesy w imię elementarnych wartości demokratycznego państwa prawa. Nazywanie ich głupawym „anty-PiS-em” jest nie fair. Więc nie wszystko, co mówią, odrzucam. Ale czy oni w ogóle zasłużyli na słowo „symetryzm”? Są bardziej propisowscy niż anty. Bardziej nie lubią liberałów i Platformy niż PiS-u. Ich symetria jest relatywizmem.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej