Trupy uwięzione w spalonych wrakach samochodów na autostradzie, upiorne zgliszcza budynków osnute zatrutym powietrzem, wypalona ziemia. „Trzy miliardy ludzkich żyć, które skończyły się 29 sierpnia 1997 r. Ci, którzy przetrwali nuklearny pożar, nazwali go Dniem Sądu. Przeżyli tylko po to, by zmierzyć się z nowym koszmarem: wojną z maszynami” – tymi słowami Sarah Connor zaczyna snuć opowieść o zagładzie ludzkości w drugiej części „Terminatora”. Bo tak właśnie na przełomie lat 80. i 90. w Hollywood wyobrażano sobie koniec świata.

Dziś już wiadomo, że apokalipsy nie zgotują nam roboty. Fundujemy ją sobie sami, codziennie – nawet w drodze do pracy albo na zakupach.

***

88 osób zginęło w ostatnich tygodniach w największym pożarze w historii Kalifornii. Koszmar zaczął się 8 listopada o 6 rano w hrabstwie Butte. Ogień szybko się rozprzestrzeniał na kolejne osiedla, głównie domów jednorodzinnych. Przez panującą od kilku miesięcy suszę strażacy długo nie mogli poradzić sobie z ogniem. W ciągu miesiąca spłonęło około 60 tys. hektarów lasów.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej