Edward Brooke-Hitching – syn antykwariusza i nieuleczalny mapofil, mieszka w Londynie. Autor „Atlasu lądów niebyłych” – opowieści o najsłynniejszych błędach kartografów i światach, które nie istnieją, ale doczekały się zmapowania (polskie wydanie 2017). Właśnie ukazuje się po polsku jego kolejna książka „Złoty atlas. Największe wyprawy, odkrycia i poszukiwania na mapach” (obie książki nakładem wydawnictwa Rebis w przekładzie Janusza Szczepańskiego) 

ALEKSANDER GURGUL: Mówiąc językiem Donalda Trumpa, pana „Atlas lądów niebyłych”, wydany rok temu także w Polsce, jest księgą kartograficznych fake newsów. Opisuje pan w nim np. wyspy, które nigdy nie istniały, a mimo to zostały naniesione na mapy. Po co nam dzisiaj tradycyjne mapy?

EDWARD BROOKE-HITCHING: Kiedy wyładuje się panu telefon oczywiście. Sztuka rysowania map jednak ginie, jak same mapy, a były to jedne z najpiękniejszych dzieł sztuki o naukowym podłożu. Proszę popatrzeć na jedną z umieszczonych w książce i wyobrazić sobie, że niektórych kolorów już dziś nie odtworzymy. Kiedy ta mapa powstawała, do farby drukarskiej używane były toksyczne chemikalia.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej