Bo ludzie wierzący religijnie wciąż od Niego czegoś chcą, wymagają, by brał udział w ich troskach. W książce pod tytułem „Bóg nie jest automatem do kawy”, która jest rozmową przeprowadzoną z ks. Czendlikiem przez dziennikarkę czeską Markétę Zahradnikovą (przełożyła Julia Różewicz), tłumaczy, czemu przestaje, dialoguje z ateistami. Reklamuję to dziełko z opóźnieniem, pisano o nim na przykład w „Wyborczej”. Lepiej jednak późno niż wcale, a o mądrych i dobrych księżach trzeba pisać coraz częściej, aby nie utwierdzało się wrażenie, że księża to głównie głupie łajdaki.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Jak Karol naród polski kochał [JONASZ]

Inne złote myśli: „Nie jesteśmy w stanie pojąć Boga, tu, na ziemi, to niemożliwe. To tak jakby postać z kreskówki próbowała pojąć swego stwórcę, na przykład Kaczor Donald Walta Disneya”. To twierdzenie teologiczne dzisiaj jest prawie banalne, niemniej niejaki Józef Stalin powiedział słusznie, że truizmy należy powtarzać. Kiedy świat, Kościół niejeden, wydaje się tak okropny, że potężnieje pytanie, czy jego Stwórca nie jest brakorobem okropnym albo czy może nie ma Go wcale, książka polskiego wydawnictwa Dowody na Istnienie (Warszawa 2018) jest bardzo na czasie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej