Generał Mosze Ja’alon - ur. w 1950 r., związany z syjonistyczną prawicą. Był żołnierzem Sajjeret Matkal, elitarnej jednostki izraelskich spadochroniarzy, słynnej np. z odbicia zakładników na lotnisku Entebbe w Ugandzie w 1976 r., a później jej dowódcą. Szefował wywiadowi wojskowemu Aman, był naczelnym dowódcą Izraelskich Sił Obrony, wicepremierem i ministrem obrony. Gdy podczas tzw. intifady noży izraelski żołnierz dobił bezbronnego, rannego palestyńskiego zamachowca, Ja’alon oświadczył publicznie, że musi trafić pod sąd. Dziś poseł do Knesetu

Paweł Smoleński: W lipcu izraelski parlament przyjął ustawę, która określa Izrael jako „państwo narodu żydowskiego”. Dlaczego?

Mosze Ja’alon: Przede wszystkim trzeba zauważyć, że Izrael nie ma konstytucji. Gdybyśmy zabrali się do jej negocjowania, a potem chcieli ją uchwalić, to na światło dzienne wypłynęłyby wszystkie awantury i spory, których nie brak między różnymi grupami w naszym społeczeństwie. Jesteśmy jednym z najbardziej podzielonych narodów na świecie. Mamy za to ustawy, które zakładają, że Izrael jest narodowym państwem Żydów. Dla mnie to oczywiste.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej