Kiedy 11 lat temu ukazał się w końcu ostatni, siódmy tom „Harry’ego Pottera”, po dekadzie spędzonej z sagą o chłopcu, który przeżył, by stawić czoło złu w magicznym świecie, J.K. Rowling mogła w końcu odpocząć. Oczywiście po dokonaniu rytualnego promocyjnego objazdu, na którym miejsca na spotkania z pisarką losowano, a największe sale, jak nowojorska Carnegie Hall, nie były w stanie pomieścić chętnych.

Odpocząć nie tylko od pisania dla dzieci, ale przede wszystkim od magii. Jako pierwsza z książek dla dorosłych ukazała się raczej przygnębiająca opowieść o małym angielskim miasteczku i jego codziennych, brudnych i banalnych sekretach, czyli „Trafny wybór”. Zszokowała wielu czytelników. Czym? Otóż nie ma w tej książce wiele nadziei.

Nieszczęściu nie da się zapobiec, złe rzeczy spotykają dobrych ludzi. Zdziwienie, nawet rozczarowanie publiczności było dość zastanawiające – przecież krzywdzony sierota Harry Potter pod swoim czarodziejskim kostiumem też skrywa przygnębiający obraz społeczeństwa, w którym jest miejsce na klasizm i rasizm, w którym cierpią postaci pozytywne, a zło nie jest wcale dalekie od zatriumfowania.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej