Mała miejscowość niedaleko Groznego, stolicy Czeczenii. Na niewielkim straganie mężczyzna o imieniu Hasan sprzedaje arbuzy. Jest bardzo szczupły, ma zniszczone pracą ręce i czarne paznokcie. Siedzi na niewielkim stołeczku tuż obok starego, zdezelowanego samochodu.

Sądząc po wyrazie jego twarzy, interes chyba nie idzie najlepiej, w ciągu ostatnich 20 minut niczego nie sprzedał. Ożywia się dopiero wtedy, kiedy słyszy padające z ust mówiącej po rosyjsku turystki pytanie dotyczące tego, jak żyje mu się w Czeczenii. Jego twarz i postura zmieniają się w jednej sekundzie. Hasan tężeje, prostuje się i jednym tchem wymienia wiele zalet rządu Ramzana Kadyrowa, podkreślając przy tym, jak bardzo jest szczęśliwy i zadowolony z tego, co ma dzięki, zaznacza to wielokrotnie, wspaniałomyślnemu Ramzanowi. Ramzan walczy z alkoholizmem, daje ludziom pracę, podniósł kraj z powojennej ruiny, odbudowując miasta i ciągle wcielając w życie nowe projekty, dzięki czemu Czeczenię porównuje się często dzisiaj do Dubaju.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej