Paweł Krysiak - redaktor naczelny Wyborczej Lublin

To było na KUL w 1987 r. Po sesji zimowej jako student I roku socjologii zdawałem w dziekanacie indeks. W gabinecie obok żywiołowa dyskusja. – Musimy sobie uświadomić, że największym wrogiem Kościoła nie jest komunizm, największym wrogiem Kościoła jest LI-BE-RA-LIZM – powiedział jeden z profesorów, akcentując ostatnie słowo. Indeks wypadł mi z ręki.

Dziś, kiedy się zastanawiam, dlaczego Kościół tak mocno poparł akurat PiS, skoro PO i PSL też mu zawsze sprzyjały, szukam odpowiedzi w tamtym wydarzeniu.

Antykomunistów było wielu, oni jedni przygotowywani

KUL to ważne miejsce. W czasach komuny mówiono, że to jedyny wolny uniwersytet od Łaby do Władywostoku. W latach 80., kiedy tam studiowałem, byłem zafascynowany różnorodnością życia naukowego i politycznego. Studenci historii podzieleni na piłsudczyków i endeków, młodzieżówka chrześcijańskich demokratów ściera się z młodymi narodowcami, na korytarzach fruwają broszury podziemnego PPS. Studiują tu Kazimiera Szczuka, Jan Hartman czy Janusz Palikot. Na wydziale ekonomii króluje liberalizm, wszyscy z wypiekami na twarzy czytają Hayeka i Friedmana. – Traktor to jest po prostu traktor, nie ma traktora narodowego. Kapitał nie ma narodowości – to jedno z ulubionych zdań moich kolegów z ekonomii. Przyjeżdża na KUL młody Balcerowicz i dyskutuje z Korwin-Mikkem o tym, czy da się zreformować socjalizm, a prof. Ireneusz Krzemiński wygłasza w auli pod obrazem Matki Boskiej wykład, w którym winą za marazm opozycji antykomunistycznej obarcza prymasa Glempa.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej