„Cieszy mnie powołanie na to stanowisko pana Mateusza Morawieckiego. Stanie on na czele bardzo dobrego zespołu zarządzającego, a jego doświadczenie będzie nieocenione we wspieraniu rozwoju tej instytucji”.

Wbrew pozorom to wcale nie reakcja polityków PiS na powołanie Mateusza Morawieckiego wpierw na superministra (specjalnie dla niego powołano do istnienia Ministerstwo Rozwoju, które łączy resorty gospodarki oraz rozwoju i infrastruktury, z 1,8 tys. urzędników do dyspozycji) u Beaty Szydło, a potem na premiera. To zdanie z komunikatu rady nadzorczej banku BZ WBK, gdy Morawiecki został jego prezesem.

W internecie wciąż roi się od pytań: dlaczego ktoś, kto rocznie pobierał ponad 3,5 mln zł pensji, zostawia ją dla stanowiska, na którym przez rok zarabia mniej więcej połowę tego, co dotychczas zarabiał w miesiąc? I skąd w wielkim świecie bankowości wziął się syn Kornela Morawieckiego, wiecznego opozycjonisty, ikony walki z komuną, a potem z „układem okrągłostołowym”?

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej