Wszędzie o „Klerze” i klerze. Zmęczonym tematem proponuję jako odtrutkę wściekłą i bezczelną jazdę rowerem oraz różaniec odmawiany „po męsku”.

Jak łatwo odgadnąć, najczęściej podejmowanym wątkiem na łamach tygodników opinii i tym razem był „Kler” oraz dyskusja wywołana filmem Smarzowskiego. Prawej recepcji filmu poświęciłem poprzedni felieton, więc tym razem rzecz omijam, choć wciąż pojawiają się głosy mniej i bardziej szalone (w „Sieciach” Krzysztof Feusette diagnozuje u reżysera różnego rodzaju problemy natury psychologicznej), bądź zaskakujące (Terlikowski w „Do Rzeczy” nawołuje, by przestać narzekać na „bejsbolowy antykatolicyzm”, tylko pomyśleć, co dalej robić, skąd wzięła się moda na antyklerykalizm i jak zwalczyć grzechy Kościoła).

Zostawmy jednak „Kler” i przejdźmy do zupełnie innego, bo rekreacyjnego, choć ze śmiertelną powagą potraktowanego, wątku. 

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej