Krzysztof Varga napisał w pełnym zachwytów felietonie, że Kościół powinien przywitać „Kler” Smarzowskiego z wdzięcznością i pokorą, a każdy kto będzie przeciwko temu filmowi gardłował, ten nie jest chrześcijaninem.

Wychodzi więc na to, że chrześcijanami nie są publicyści „Gościa Niedzielnego”, „Sieci”, „Do Rzeczy” i „Gazety Polskiej”. Przeciw „Klerowi” gardłują oni bowiem ile sił w płucach, Smarzowskiemu nie szczędzą wyzwisk, a gdzieniegdzie po głowie dostali nawet odtwórcy głównych ról.

I choć ubolewam nad faktem, że – jak dotąd – spór o „Kler” nie zaskakuje, bo przebiega wzdłuż doskonale znanych schematów i podziałów (jedna strona wychwala film pod niebiosa, druga strąca i dzieło i twórców do czeluści piekielnych), to nie uzasadnia to jednak przynajmniej części użytych inwektyw, personalnych ataków i werbalnych ciosów poniżej pasa.

Tajemniczy reżyser S.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej