Tak wielkiej operacji militarnej Moskwa nie przeprowadzała jeszcze nigdy. Trzecia część całych jej sił zbrojnych właśnie zaczyna ćwiczyć na Syberii i Dalekim Wschodzie, żeby pokazać, że armia Rosji nie ma sobie równych w świecie.

Manewry noszą kryptonim „Wostok 2018" (Wschód 2018). Są powszechnie porównywane z wielkimi ćwiczeniami „Zapad 81" (Zachód 81), kiedy we wrześniu 1981 r. jednostki Armii Radzieckiej maszerowały przez republiki bałtyckie, Białoruś i Ukrainę, strasząc świat imitacją zmasowanej agresji na „zbuntowaną Polskę”.

Konflikt na pełną skalę

Skala tegorocznego „Wostoku” ma być jednak znacznie większa od „Zapadu” sprzed 37 lat. Jak zapowiedział szef resortu obrony, generał armii Siergiej Szojgu, do operacji na poligonach syberyjskich i dalekowschodnich, a także na Morzu Japońskim włączy się 300 tys. żołnierzy i marynarzy rosyjskich - a więc dwa razy więcej niż tych, którzy w 1981 roku szli, jak to do dziś określają, „na Wałęsę”.

Rok temu świat, a przede wszystkim sąsiedzi Rosji i Białorusi w napięciu przyglądali się wspólnym białorusko-rosyjskim ćwiczeniom „Zapad 2017”, w których według zapewnień Moskwy brało udział 12,7 tys. wojskowych. Na Zachodzie oceniano, że Rosjanie specjalnie ogłosili liczbę mniejszą od 13 tys., by zgodnie ze zobowiązaniami międzynarodowymi móc nie zapraszać obserwatorów zagranicznych, a w rzeczywistości na poligonach skoncentrowali może nawet i 100 tys. żołnierzy. Teraz jednak postępują na odwrót, zaprosili obserwatorów, chcąc otwarcie i dosłownie z hukiem pochwalić się potęgą swojej armii.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej