Upłynęło 20 lat, od czasu gdy „Kultura kłamstwa” Dubravki Ugrešić ukazała się w Polsce, a ja nie znalazłem czasu, żeby ją przeczytać. Wojna na Bałkanach wygasła, przyszły inne, równie straszne, spychając ją w cień. W tym roku nadarzyła się okazja: kemping nad Adriatykiem, kawałek piaszczystej plaży, wieczorami paszki ser i małmazja, dzieci na tyle samodzielne, że pozwalają zająć się lekturą.

Czytałem Ugrešić z rosnącym zdumieniem. To nadal znakomity, głębinowy przewodnik po Bałkanach. Dzięki niemu można lepiej zrozumieć, dlaczego na chorwackim wybrzeżu auta z serbskimi tablicami występują równie rzadko jak odmieniec jaskiniowy w Górach Dynarskich. A sympatyczna prezydent Kolinda Grabar-Kitarović, najbarwniejsza polityczna postać ostatniego mundialu, pozuje do zdjęć z flagą ustaszy czy śpiewa utwór, w którym częścią Chorwacji jest Hercegowina. „Kultura kłamstwa” pozwala zajrzeć poza turystyczne dekoracje Zadaru, Splitu czy Dubrownika i uświadomić sobie, jakich pytań mieszkańcom Krainy zadawać nie należy.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej