Od kilku dni oczy rozpolitykowanej publiczności zwrócone są na Słupsk. Komentatorzy, analitycy, klasa polityczna pytają: co zrobi Biedroń? Informacje, jakie do nas dochodzą, wskazują, że najpewniej zrezygnuje z walki o drugą kadencję w słupskim ratuszu i zajmie się budowaniem własnego stronnictwa. Na początek najprawdopodobniej wystartuje ono w wyborach do Parlamentu Europejskiego wiosną przyszłego roku.

Czy to dobry ruch?

Robert Biedroń musiał prędzej czy później zdecydować się na podobny. Od początku swojej kadencji był politykiem o rozpoznawalności znacznie przekraczającej lokalną skalę, progresywna opinia publiczna czekała na jego wejście do krajowej polityki. Popularność Biedronia daje mu kapitał do tego, by mógł tworzyć wokół siebie organizację realnie zdolną do wyborczej walki na ogólnopolskim podwórku.

W Polsce z pewnością jest miejsce dla partii Biedronia – socjalnej i liberalnej światopoglądowo, zdolnej sięgnąć po elektorat, do którego dostępu nie mają ani centroprawica PO i Nowoczesnej, ani istniejące siły lewicowe. Odpowiadając na pytanie, kto może poprzeć Biedronia, nie można po prostu dodawać sondażowych wyników obecnych formacji centrowych i lewicowych. Wejście do gry nowego podmiotu politycznego zawsze wyzwala nową dynamikę, angażuje elektorat, który dziś jest albo bierny, albo niezdecydowany. Zwycięstwa Biedronia w Słupsku też nikt się przecież nie spodziewał.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej