Drogi Patryku,

bardzo Ci dziękuję za miłe słowa oraz brutalne uświadomienie mi, jak wiele – ja i inni przedstawiciele naszego pokolenia – zawdzięczamy samym sobie, a nie różnego rodzaju „czynnikom zewnętrznym” (od udziału państwa po zwyczajne ludzkie szczęście). Niestety, nie jest możliwe dokonanie tutaj obiektywnych pomiarów i obliczeń, więc długo możemy się tak przerzucać, narażając na szwank cierpliwość czytelników.

Nie chodzi o to, że umniejszam swoje zdolności, talent i pracowitość. Jestem z tego wszystkiego, o czym piszesz, dumny. Chętnie poznałbym inne tego typu opowieści z awansem społecznym w tle, zwłaszcza że mamy ich w naszym społeczeństwie dużo więcej niż obowiązujących w publicystycznym dyskursie po prawej i po lewej stronie historii „resortowych dzieci” czy „urodzonych arystokratów”. Wreszcie – nie mam też żadnego interesu w tym, by podlizywać się znajomym lewakom.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej