Będziemy rozmawiać o dopalaczach. Ale nie od razu.

– Najpierw chcę pani pokazać, jak oni wyją – mówi dr Jacek Rzepecki, toksykolog z 40-letnim niemal doświadczeniem na oddziale toksykologii Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi.

Akurat na szpitalnych łóżkach leży trzech. I akurat wyją wszyscy. Pierwszy się szarpie: „Pomocy, k..., ja pier...!”. Drugi lamentuje: „Ja chcę siku, k..., jak chcę siku!”. Trzeciego, najgłośniejszego, słychać, nawet gdy zamkną się już za nami podwójne drzwi: „Gdzie ja, k..., jestem!”.

Dr Rzepecki: – Pokazałem, bo tego się nie da opisać słowami. Teraz to oni i tak są już bardzo grzeczni, bo daliśmy im silne środki uspokajające.

AGNIESZKA URAZIŃSKA: To bywa jeszcze gorzej?

DR JACEK RZEPECKI: Do wyjców to człowiek się może przyzwyczaić. Obelgi i wrzaski to nasza codzienność. Trudniej znieść rękoczyny, bo klienci po dopalaczach bywają tak agresywni, że nawet kilka osób nie jest ich w stanie utrzymać.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej