Lato roku Pańskiego 2018, czytam Łukasza Warzechę. Obwinić upały, skwar, mordercze słońce? Nie bardzo. Sięganie po „Do Rzeczy” (nr 32/2018) nie jest najskuteczniejszym sposobem na zbicie temperatury, a już lektura okładkowego „mocnego tekstu”, w którym publicysta tygodnika apeluje, by nie karać rodziców za klapsy – nie jest nim po dwakroć.

Lewacka rewolta tuż tuż

Rzecz traktuje – jak często u Warzechy – o niecnych planach lewaków, zwanych w tekście również „postępakami” (!). Fakt, że nie zamierzają oni pozwolić „zdroworozsądkowym rodzicom” na karanie dzieci wedle potrzeb (oczywiście rodzica, a nie dziecka), nie byłby zapewne sam w sobie tak szokujący. Gorzej z ukrytymi zamiarami.

 Nikt – a już na pewno żaden porządny konserwatysta – nie ma przecież wątpliwości, że zakazanie „niewinnych klapsów” to wstęp do lewackiej rewolucji, zabierania Polakom polskich dzieci i oddawania ich jakimś Norwegom czy Szwedom. Przede wszystkim jednak to zapowiedź dozgonnych rządów „postępowo-tęczowego totalitaryzmu” nad Wisłą (określenie Lisickiego). No bo kto powiedział, że wielkie przewroty nie mogą się rozpocząć od podniesienia ręki na podnoszenie ręki przeciwko najmniejszym?

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej