Między 2007 a 2012 r. liczba festiwali w samej Wielkiej Brytanii się podwoiła. W Stanach Zjednoczonych w jednym 2012 r. odnotowano dwukrotny wzrost zainteresowania takimi imprezami. Na Coachellę, jeden z największych festiwali muzycznych w Ameryce, w 2015 r. sprzedano 198 tys. biletów.

W Polsce sprzedażowy prym wiedzie Open’er. Kiedy debiutował w 2002 r., przyciągnął 2 tys. widzów. W 2012 r. było ich już 85 tys. Po kolejnych pięciu latach - 120 tys. Największym polskim festiwalem pozostaje jednak wciąż Przystanek Woodstock, który w rankingu Music Festival Wizard 2017 zajął trzecie miejsce w kategorii festiwale w Europie oraz pierwsze w Europie Środkowej.

Przemysł festiwali objął niemal wszystkie dziedziny kultury, nauki i lifestyle’u. Wpłynął nie tylko na muzykę, teatr, sztuki wizualne czy kino, również na kuchnię, tradycje, subkultury, style życia. Obok gigantów takich jak: Coachella, Summerfest, Glastonbury, Cannes, Lollapalooza czy Sundance jest festiwal powolności na Podlasiu, kolorów w Indiach, golasów w Japonii, pomarańczy we Włoszech czy słynnych bitew na pomidory w Hiszpanii.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej