Pisarkę i tłumaczkę Klementynę Suchanow ostatnio częściej niż w bibliotece czy na uniwersytecie można spotkać pod Sejmem i Sądem Najwyższym. Protestującą wobec działań władzy, która – jak mówi – nie ma ani umiejętności niezbędnych do rządzenia państwem, ani sumienia.

Materiały do biografii Gombrowicza, za którą dostała nominację do Nike, zbierała przez 17 lat. Nie pominęła żadnego fragmentu życia pisarza, żadnego śladu, żadnego tropu. Z takim samym zaangażowaniem weszła w politykę, skrupulatnie punktując niekompetencję rządzących z jednej strony i stosując kontrowersyjne metody z drugiej: rzucała jajkami w rządowe limuzyny, a kilka dni temu napisała na Sejmie „Czas na sąd ostateczny”. A właściwie „czas na sąd”, bo przed „ostateczny” do akcji wkroczyła policja. Gleba, kajdanki, kolano na plecach. Nie pierwszy raz.

ANNA J. DUDEK: W środę wieczorem podczas protestu pod Sejmem zatrzymała cię policja. Za co?

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej